Wayne Rooney… podpisał nowy, pięcioletni kontrakt z Manchesterem United. Rooney: „Przez ostatnich kilka dni rozmawiałem z menedżerem i właścicielami klubu, którzy przekonali mnie, że to najwłaściwsze miejsce. Kibice byli dla mnie fantastyczni od momentu przyjścia do Manchesteru, teraz muszę swoją grą odzyskać ich serca. Powiedziałem we środę, że sir Alex jest geniuszem – jego zaufanie i wsparcie umożliwiły mi powrót”. Ferguson: „Mówiłem, że drzwi są zawsze otwarte, jestem zachwycony, że zgodził się zostać”.
Football, bloody hell… Kilkanaście godzin po deklaracji, że zamierza odejść, angielski napastnik zmienił zdanie, przeprosił kolegów-piłkarzy i trenera, po czym w błyskawicznym tempie przedłużył umowę z wicemistrzem Anglii. Żeby ten zadziwiający zwrot wydarzeń mógł mieć miejsce, Rooney musiał wprawdzie zjeść żabę – bo to w końcu on kilkadziesiąt godzin wcześniej zarzucił klubowi brak ambicji na miarę jego ambicji (ale z drugiej strony, jak zwraca uwagę Mark Ogden, nigdy nie powiedział, że chce odejść…). Całe szczęście, że ze strony klubu nie padło ani jedno słowo, które utrudniałoby mu zmianę decyzji. A może padły takie, które pozwoliły mu rzecz jeszcze raz przemyśleć? Sir Alex Ferguson użył we środę powiedzonka o pastwisku i krowie: że niektórym wydaje się, iż krowa na pastwisku sąsiada jest lepsza od krowy na jego pastwisku. Powiedzonko, przez metaforykę bukoliczną, okazuje się nadspodziewanie użyteczne: ludziom, którzy mają kłopot z faktem, że po tym, co zostało dotąd powiedziane, podpisanie kontraktu przez Rooneya wydaje się kompletnie nielogiczne, można odpowiedzieć po prostu, że jedynie krowa nie zmienia poglądów. Naprawdę byłoby dużo lepiej, gdyby podobne zwroty wydarzeń zdarzały się częściej. Zakończenie tej historii jest przecież, co aż niewiarygodne, najlepsze dla wszystkich stron.
Skomentuj ~erictheking87 Anuluj pisanie odpowiedzi