Znacie? To posłuchajcie. Widzieliście? To obejrzyjcie jeszcze raz. „Piękne do bólu mogą być rzeczy do bólu przewidywalne” – zaesemesował Naczelny i właściwie należałoby zauważyć, że jak na to, co dziś pokazała Barcelona, Manchester United i tak zaskakująco długo utrzymywał się w grze. Zaczął przecież bardzo dobrze, coś jak w Rzymie przed dwoma laty, w dodatku nie stracił gola w 10., a dopiero w 27. minucie, no i jeszcze zdołał wyrównać zanim Barcelona zdążyła go dobić (i cóż z tego, że podając do Rooneya Giggs był na spalonym…). Dzięki takiemu rozwojowi wypadków, na jakiś czas zakłócającemu narrację ułożoną długo przed pierwszym gwizdkiem, oglądaliśmy cały mecz z zapartym tchem, przez ponad godzinę (strasznie długo) niepewni ostatecznego rozstrzygnięcia, mimo iż wszelkie znaki na niebie i ziemi mówiły, że rozstrzygnięcie może być tylko jedno. Bodaj nigdy jeszcze 90 minut nie upłynęło mi tak szybko (inna sprawa, że sędzia zakończył pierwszą połowę równo z upływem 45. minut, a do drugiej doliczył tylko trzy – spieszył się na samolot, czy co?).
Tak sobie myślę, że czas szybko upłynął również piłkarzom Manchesteru United, zwłaszcza tym z drugiej linii, którzy po prostu nie byli w stanie nadążyć za rywalami: ileż to razy Carrick i Giggs stali z rozdziawionymi gębami na trzydziestym metrze, patrząc jak tych dwóch typków, Iniesta i Xavi, którzy przed ułamkiem sekundy wyminęli ich jak slalomowe tyczki, wjeżdża właśnie w pole karne. Ileż to razy w tymże polu karnym własnej drużyny Rooney znajdował się szybciej niż środkowi pomocnicy, wspierając pogrążonych w gigantycznej zaiste opresji Vidicia i Ferdinanda. Ileż to razy obrona MU została kompletnie rozklepana przez podania, których tor zdawał się wytyczony z milimetrową precyzją – jak przy bramce Pedro, kiedy zagrana przez Xaviego piłka mijała gąszcz nóg zawodników z Manchesteru zyskując tytuł Asysty Roku.
Właściwie w świetle tego, co pokazała dziś Barcelona, jakakolwiek rozmowa o taktyce mija się z celem. Że Giggs z Carrickiem byli za wolni? Że kiedy już Carrick zdołał dwa razy rzucić piłkę za plecy Alvesa, to Hernandez nie potrafił jej przyjąć (Berbatow by potrafił…)? Że nikt z obrońców nie wyszedł na czas do Messiego, o co apelował przed meczem cytowany przeze mnie przed południem David Pleat? Zamiast stawiać podobne pytania lepiej dobrze przestudiować atlas nieba, by określić, z jakiej to właściwie planety pochodzą panowi Xavi, Iniesta czy Messi. A może by tak nazwać któreś nowoodkryte ciało niebieskie „La Masia”? O tym, że ktoś już wpadł na to, by nazwać jakąś planetoidę „Cruyff” jestem właściwie przekonany.
Dziennikarze z Hiszpanii niepokoili się nieobecnością w wyjściowej jedenastce Puyola – ale MU nie był w stanie zmusić zastępującego go Mascherano do poważniejszego wysiłku; Hernandez, o którym (oddajmy mu sprawiedliwość) rok temu mało kto z nas słyszał, w zasadzie nie dotknął piłki. Innymi słowy: obejrzeliśmy wielki mecz, w którym żaden z kandydatów do Oscara za pierwszoplanową rolę NIEANGLOJĘZYCZNĄ nie rozczarował. Co innego ci z Anglii – choć może nie przesadzajmy, może na tle Barcelony 2010/11 każdy rywal wypadłby równie blado. Żal w każdym razie, że w takich okolicznościach kończy się kariera van der Sara, a i Giggs czy Scholes pewnie już w finale Ligi Mistrzów nie zagrają. Przed Alexem Fergusonem wielkie wietrzenie szatni, a na liście moich przerażeń poczesne miejsce zajmuje przejście Modricia na Old Trafford. Może on by nadążył za Iniestą czy Xavim…
Co mi się podobało (copyright Czadoblog): że Puchar odbierał Eric Abidal i że zanim sami sięgnęli po trofeum, zawodnicy Barcelony ustawili się w szpaler, by oddać honor rywalom. A także odpowiedź Vidicia na pytanie reportera ITV, jak by najkrócej podsumował dzisiejszy mecz. „3:1” – wycedził do kamery serbski obrońca.
Co mi się nie podobało: niewymuszone błędy piłkarzy MU w kryciu przy pierwszej i drugiej bramce. Fakt, że w 90. minucie jedyne, na co było ich stać, to rozgrywanie piłki na własnej połowie. I to, że Berbatow (tak mówią), na wieść, że nie znalazł się w kadrze na finał, wyjechał ze stadionu. Różnica klas.
Skomentuj ~Eire Anuluj pisanie odpowiedzi