Najdłuższy serial zbliżającego się lata? Odpowiedź wydaje się prosta: transfer Luki Modricia z Tottenhamu do Manchesteru United. Rozpisanie go na odcinki wydaje się banałem nawet dla kompletnie niedoświadczonego scenarzysty.
Odcinek-pilot pokazałby niezakwalifikowanie się klubu macierzystego do Ligi Mistrzów oraz obnażyłby słabość drugiej linii klubu docelowego w tegorocznym finale tych rozgrywek. Właściwy pierwszy odcinek (z licznymi retrospekcjami) to zakończenie kariery przez Paula Scholesa – Modrić pod wieloma względami przypomina przecież legendarnego pomocnika MU z najlepszych lat kariery; właściwie jedyne, czego mu brakuje, żeby Rudego prześcignąć, to lepsza skuteczność. Odcinek drugi: źle przetłumaczony i nieautoryzowany wywiad Modricia dla chorwackiej prasy, z którego wynika, że wprawdzie on sam nigdzie się nie wybiera, czuje się świetnie w Londynie, uwielbia klub, menedżera i kolegów, a także fantastycznych kibiców, ale jeśli pojawi się oferta, która będzie odpowiadała zarówno Tottenhamowi, jak i jemu, oczywiście będzie gotów ją rozważyć. Zwłaszcza zdanie o tym, czym była dla niego możliwość gry w Lidze Mistrzów zwróci uwagę angielskiej prasy, która uderzy na alarm: „Modrić chce odejść!”. W odcinku trzecim obejrzymy poirytowanego Harry’ego Redknappa, który mówi, że ani on, ani prezes Levy nie zamierzają sprzedawać swoich największych gwiazd, a jeżeli ktoś już naprawdę chciałby ubić z nimi interes, to proszę bardzo: niech sobie weźmie Davida Bentleya.
Odcinki kolejne przyniosą w rolach epizodycznych czołówkę angielskich ekspertów od piłki, rozważających oczywistą skądinąd prawdę, że Chorwat pasuje do Manchesteru United jak mozarella do pomidorów i bazylii. Z niesłabnącym napięciem oglądać też będziemy intrygi równoległe, z udziałem Michaela Carricka i Dymitara Berbatowa, których jeśli nie Alex Ferguson, to z pewnością media używać będą jako karty przetargowej, mającej złagodzić Tottenhamowi utratę najlepszego piłkarza. Scenarzysta nieco bardziej doświadczony wysłałby do Chorwacji kolejno: Harry’ego Redknappa (widzę go, z Kevinem Bondem za kierownicą, jak klnie w żywy kamień na kręte nadmorskie drogi), Alexa Fergusona (umówi się z Modriciem w okolicach lotniska, żeby za dużo nie jeździć) i Daniela Levy’ego (przypłynie jachtem). Pokazałby też rozmowy piłkarza z najbliższymi kolegami (Czorluka namawiałby go do zostania, Krajnczar i Pletikosa – przeciwnie) i jego szalenie ostrożny wywiad dla oficjalnej strony klubu. Agent piłkarza nie wykluczałby na tamtym etapie żadnego scenariusza, ale oczekiwałby od Tottenhamu transferów potwierdzających mistrzowskie ambicje.
Potem Modrić wróciłby do treningów, złapałby uraz na turnieju w RPA, który utrudniłby mu przygotowania do sezonu – ale nieobecność w kolejnych meczach towarzyskich sprawiałaby, że sprawa potencjalnego transferu stawałaby się coraz głośniejsza. Rozgrywki ligowe Tottenham zacząłby (skądinąd w sposób rozczarowujący, z rażącymi nieskutecznością napastnikami) z Modriciem na ławce.
Ostatnie dni sierpnia nie pozwolą już odejść sprzed ekranów: czy Chorwat powie w ich trakcie, że od dziecka kibicował Manchesterowi United, czy poprosi o wystawienie na listę transferową albo wręcz odmówi treningów, żeby wymusić transfer do ukochanego klubu? Czy prezes Levy będzie negocjował do ostatnich minut przed zamknięciem okienka transferowego, by wycisnąć od mistrzów Anglii jak najwięcej? Ciąg dalszy nastąpi…
PS Myślałem zrobić kilka dni przerwy od blogowania, a tu proszę: West Ham zatrudnia Sama Allardyce’a (ten to zrobi rozkapryszonym gwiazdkom poligon…), Aston Villa żegna się z Gerrardem Houllier (zdrowie nie pozwala wrócić do pracy na pełnych obrotach…), a w Fulham wygasa kontrakt Marka Hughesa (czy zastąpi Francuza w Birmingham?). Plus koniec kariery Scholesa. Plus zgrupowanie reprezentacji, na którym coraz trudniej znaleźć zdrowego piłkarza. Plus przegrana wojna o FIFA. Zdecydowanie: w odróżnieniu od piłkarzy, my nie jedziemy na wakacje.
Dodaj komentarz