Różne istnieją sposoby na odreagowanie frustracji. Wykrzyczeć ją głośno byłoby pewnie najzdrowiej, ale wtedy już całkiem zamieniłoby się bloga w poletko wewnętrznej rozprawy z jednym klubem, a tego przecież nie chcemy. Iluż w końcu Czytelników może się interesować perypetiami kibica, który mimo tylu lat doświadczeń wciąż nie może się nauczyć, że Tottenham zawsze będzie Tottenhamem, miłym może i fajnym, ale ostatecznie i tak wywracającym się na prostej drodze – mniej więcej tak, jak dziś podczas meczu z Newcastle…
Ale można również zachować się naprawdę nieładnie: napisać o frustracji innych. Kibiców Manchesteru United na przykład. Tottenham? Wiadomo, kim jest Tottenham, mówił o tym swoim piłkarzom jeszcze sir Alex Fergsuon, cytowany w autobiografii przez Roya Keane’a, ale Manchester United? Drużyna, która samym swoim wyjściem na boisko potrafiła przyprawić rywali o miękkie nogi? Z którą niejeden przeciwnik nie wytrzymywał psychicznej konfrontacji jeszcze wcześniej, po prostu obserwując jej zachowanie w tunelu? Która nawet przegrywając dwoma czy trzema golami potrafiła odrobić straty, niesiona dobiegającym z trybun głośnym „Attack! Attack! Attack!”?
Wydaje się tak niedawno, kiedy ostatni raz zdobywali mistrzostwo kraju, i to w składzie, który – obrona tej tezy wydaje się dziś zadaniem dziecinnie prostym – na papierze, zwłaszcza tym księgowym, był o wiele słabszy od obecnego. Kogóż my tam mieliśmy? Rafaela? Evansa? Starzejących się Ferdinanda i Giggsa? Wezwanego z emerytury Scholesa? Vidicia, mającego kłopoty ze zdrowiem i myślącego już o wyjeździe do Włoch? Evrę w tej samej sytuacji? Andersona może? Cleverleya? Younga? Fletchera? Naniego? Rooneya, który popadł w konflikt z menedżerem? Kagawę i Hernandeza, którzy nigdy nie stali się piłkarzami niezastępowalnymi (i którzy, co w Manchesterze zauważają z przykrością, odżyli po wyjeździe z tego miasta)? Owszem, byli tu także de Gea, Carrick i – zwłaszcza – van Persie, ale mimo wszystko od tamtej pory do klubu sprowadzono – i to za gigantyczne pieniądze – takie gwiazdy jak di Maria i Falcao (obaj już tu nie grają), Mata, Rojo, Blind, Depay, Martial, Herrera, Darmian, Shaw, Schneiderlin czy Schweinsteiger; jakoś nie mogę się zdecydować na dopisanie do tej listy Fellainiego, choć kosztował 27,5 miliona funtów. Ile w MU wydano na transfery w ciągu ostatnich dwóch sezonów? Ćwierć miliarda funtów? Zestawiłbym wartość wyjściowej jedenastki na mecz z Bournemouth z wartością pierwszej jedenastki gospodarzy, ale nie chcę się powtarzać: posłużyłem się tym chwytem już po meczu Bournemouth z Chelsea. Może więc powiem tylko, że Bournemouth zapłaciło za swoich piłkarzy tyle, ile Manchester United za łokieć Fellainiego.
Że kontuzje? No ale kontuzje zdarzały się też za czasów sir Aleksa. Że odpadnięcie z Ligi Mistrzów zdarzało się wtedy również? No tak, niby prawda, ale nigdy w takim stylu. Rafał Stec w ostatnim felietonie (owszem, jego tytuł zainspirował mój tytuł) zwrócił uwagę, że w Champions League Czerwone Diabły trzymały piłkę najdłużej po Barcelonie i Bayernie, ale w rankingu oddanych strzałów zajmowały przed ostatnią kolejką fazy grupowej 19. miejsce. A mniej bramek strzeliły w tym czasie jedynie Malmö, CSKA, Astana, Dinamo, Maccabi i pogrążony w głębokim kryzysie Lyon.
Louis van Gaal pracuje w MU wystarczająco długo, by odcisnąć na klubie swoje piętno i by nauczyć piłkarzy swojego stylu gry. Stylu, z którym – zauważmy – odnosił jednak sukcesy w poprzednich klubach (choć – zauważmy również – nawet jeśli również przywiązywały one wagę do posiadania piłki, to nie rozgrywały jej aż tak niemrawo). Holender pracuje też wystarczająco długo, by dwie trzecie wyjściowej jedenastki na ostatni mecz stanowili piłkarze sprowadzeni do klubu w trakcie jego kadencji. Oczywiście: bieżący sezon Premier League jest tak dziwny, że wciąż nie można wykluczyć, iż w maju jego drużyna okaże się lepsza od jakże często grającego bez obrony Manchesteru City albo jeszcze bardziej dziesiątkowanego kontuzjami Arsenalu. Tylko czy (pozwólmy sobie na coraz mniej złośliwy żart) okaże się lepsza od Leicester? I czy ktoś z nas będzie jeszcze chciał ją oglądać?
Patrzyłem w połowie tygodnia na ostatnią szarżę MU w Lidze Mistrzów. Najbardziej mi było żal Juana Maty. Piłkarz tej klasy zasługuje na lepszy los. Kibice z Old Trafford również.
Dodaj komentarz