Natura nie znosi próżni: Harry odszedł, Tim wrócił. Nie do Queens Parku wprawdzie, nie do Tottenhamu rzecz jasna, na który obaj narzekali jako na klub, w którym za dużo jest polityki. Tim Sherwood został menedżerem Aston Villi.
Nie będzie mu łatwo. W imponującym skądinąd klasą oświadczeniu zwolnionego przez AV Paula Lamberta, przekazanym za pośrednictwem League Managers Assocition, czytamy m.in. o rozmowie, którą Szkot przeprowadził z Randym Lernerem zanim jeszcze został zatrudniony. Właściciel klubu przestrzegł w jej trakcie, że objęcie Aston Villi będzie najtrudniejszym wyzwaniem w życiu zawodowym Lamberta i – jak dziś przyznaje sam zainteresowany – miał rację. Przebudowa składu, oszczędności w budżecie płacowym, danie szansy młodym, a zarazem utrzymanie w Premier League… w gruncie rzeczy cele, które stały wówczas przed Lambertem, pozostają celami Sherwooda, tylko Anglik nie ma ważnego narzędzia w postaci zamkniętego przed dwoma tygodniami okienka transferowego.
Na trybunach Villa Park powiało jednak optymizmem. Może Sherwood ma niewyparzoną gębę (choć media to uwielbiają i z pewnością jeden z najbardziej zasłużonych klubów Anglii znów będzie mógł liczyć na ich życzliwość) i może nie jest wielkim taktykiem (a Lambert niby był?), z pewnością też nie ma wielkiego doświadczenia, ale ma entuzjazm i pasję – cechy, którymi zaraził dziś piłkarzy w przerwie pucharowego meczu z Leicester, wygranego ostatecznie przez AV 2:1. O jego zatrudnieniu zdecydowano wprawdzie dopiero wczoraj i Sherwood oglądał spotkanie jeszcze z loży dyrektorskiej, ale po fatalnej pierwszej połowie zszedł do szatni, by powiedzieć parę słów, które poderwały przygaszonych od miesięcy piłkarzy (inna sprawa, że tego zwycięstwa by nie było bez kilku świetnych interwencji Shaya Givena, irlandzkiego weterana, który pamięta Sherwooda jeszcze z czasów wspólnej gry w Blackburn).
Co może zrobić nowy menedżer Aston Villi? Uprości taktykę, postawi na atak dwójką napastników, doprowadzi do większej liczby dośrodkowań na głowę Benteke? Komu jeszcze da szansę i na kim się oprze? Dziś na przykład pierwszą bramkę dla AV zdobył niemal niegrający w tym sezonie Bacuna – czy to on może się okazać Adebayorem Aston Villi (przypomnijmy, że napastnika Togo wyciągnął Sherwood z zamrażarki, a ten odpłacił mu za zaufanie świetną grą i bramkami)? Czy Jack Grealish zostanie jego Bentalebem? A może zobaczymy inne odkrycia? Z pewnością je zobaczymy, bo akurat ręką do młodych zdołał się Sherwood wykazać w Tottenhamie nie tylko w trakcie niespełna półrocznej przygody z pierwszym zespołem, ale także podczas wcześniejszego nadzoru nad zespołami młodzieżowymi. W walce o utrzymanie niedoświadczony, ale ambitny junior bywa nieraz cenniejszy od weterana, którego lata rozczarowań uodporniły już na tyle, że spadek z ekstraklasy nie będzie dlań życiową tragedią.
W każdym razie trzeciej od końca w tabeli Aston Villi – drużynie, która strzela najmniej bramek w ekstraklasie (zaledwie dwanaście w dwudziestu pięciu spotkaniach; warto skądinąd przypomnieć, że Tottenham Villas-Boasa również miał problemy ze strzelaniem goli) i która niemal nie wygrywa meczów ligowych, „efekt nowego menedżera” będzie teraz wyjątkowo potrzebny. „Istnieje mnóstwo przykładów świadczących o tym, że dymisja nieskutecznego trenera może uzdrowić ducha zespołu” – piszą w książce „Futbol i statystyki” Chris Anderson i David Sally, szczegółowiej analizując odrodzenie Chelsea pod Roberto di Matteo.
Ale, uwaga, tenże przykład Chelsea pokazuje przecież, że ani di Matteo, ani przychodzący po nim Rafa Benitez, w dłuższej perspektywie żadnej radykalnej poprawy nie dokonali. „Zwolnienia trenerów nie poprawiają funkcjonowania drużyny. Kluby po prostu wracają do średniej” – czytamy w „Futbolu i statystykach”, gdzie przywołano osiemnastoletnie badania drużyn Eredivisie, w okresie fatalnej gry decydujących się na zmianę trenera lub rozstrzygających o pozostawieniu go na stanowisku: ostatecznie okazywało się, że… wychodzi na to samo.
Pasja to, jak widać, jedno, a rzeczywistość – drugie. Jason Burt w „Daily Telegraph” przestrzega, że Aston Villa ma dziś niedoświadczonego dyrektora wykonawczego, niedoświadczonego szefa departamentu zatrudnienia, niedoświadczonego szefa biura prasowego, a na dodatek jeszcze niedoświadczonego menedżera (w klubie wciąż nieobsadzone pozostaje stanowisko „dyrektora ds. operacji piłkarskich”; wielkim wyzwaniem będzie znalezienie szkoleniowców, którzy wesprą Sherwooda na boisku treningowym). Ostrożnie więc: pierwszy entuzjazm się wyczerpie, stare problemy pozostaną. Nawet jeśli Sherwood zdoła utrzymać drużynę w Premier League, w kolejnym sezonie również będzie się bił o utrzymanie.
Skomentuj michal77 Anuluj pisanie odpowiedzi