Wśród mnóstwa rzeczy, które nie mają dla mnie najmniejszego znaczenia jest i ta: czy Tottenham ostatecznie zakończy sezon przed Arsenalem, czy też po nim. Szczerze mówiąc, nie ma to dla mnie znaczenia do tego stopnia, że wyjeżdżam na weekend bez zamiaru sprawdzenia, jak to się skończyło. Wszystko, co najważniejsze, już wiem. Nawet jeśli w końcówce sezonu – zgodnie zresztą ze spodziewaniami – drużyna Mauricio Pochettino nie wytrzymała tempa, nawet jeśli w trzech kolejnych meczach nie była w stanie obronić prowadzenia i przegrywała bądź remisowała, ba: nawet jeśli przegra jutro z Newcastle i da się przeskoczyć Arsenalowi, i tak ma za sobą najlepszy sezon od wielu, wielu lat, a jej przyszłość (także po podpisaniu przez Argentyńczyka nowej umowy z klubem) rysuje się w wyjątkowo jasnych barwach. Nawet jeśli Arsenal będzie ostatecznie wicemistrzem, nawet jeśli Arsene Wenger i tym razem okazał się lepszy od menedżerów Manchesteru United, Manchesteru City, Chelsea, Liverpoolu czy Tottenhamu, przyszłość klubu pod jego rządami nie wygląda różowo.
Jaka jest bowiem najważniejsza dziś różnica między Arsenalem a Tottenhamem, jeśli zostawić na boku ogromną dysproporcję finansową, wybudowany już stadion, ugruntowaną pozycję marketingową itd. – wszystkie przemawiające za Kanonierami? Taka mianowicie, że trenujący w Tottenhamie piłkarze stają się pod Mauricio Pochettino coraz lepsi – co w przypadku zawodników Arsenalu i ich pracy z Wengerem nie jest takie oczywiste. Zważcie, jaki ogromny postęp zrobili w ciągu ostatniego roku Lamela, Dier, Alli, Dembele czy Kane, jak poprawili się Walker czy Rose, jak odżyli Eriksen i Vertonghen, a potem przypomnijcie sobie dramatyczne wahania formy Giroud i nieco mniej dramatyczne Sancheza, przypomnijcie sobie, co stało się z Walcottem, sprawdźcie, ile strzałów z dystansu przepuścił Cech, a nade wszystko: spójrzcie na kłopoty ze zdrowiem Wilshere’a czy Welbecka.
Tak, wiem, kibice Tottenhamu czekają na zmianę północnolondyńskiej hierarchii 19 lat. Wicemistrzostwo brzmiałoby świetnie w przypadku drużyny, co do której przed sezonem spodziewaliśmy się co najwyżej włączenia się do walki o czwarte miejsce. Ale nawet bez niego będę wyczekiwał kolejnego sezonu z nadzieją, jakiej nie miałem nigdy. Poza wszystkim: Pochettino ma 44 lata, z czego jako trener pracuje zaledwie 6 – a więc jest jeszcze w tym wieku, że doskonalenie warsztatu trenerskiego, zdobywanie coraz to nowych doświadczeń (spotkał się w tych dniach z sir Aleksem Fergusonem i opowiadał później o tym, jak to spotkanie było inspirujące, niemalże z wypiekami na twarzy), wyciąganie wniosków z niepowodzeń i błędów, przychodzi naturalnie. Arsene Wenger ma 66 lat, z czego w zawodzie trenera przepracował blisko połowę. Czy uczy się na błędach? – pytanie jest raczej retoryczne. Przed Francuzem ostatni rok kontraktu, co do którego przedłużenia bynajmniej nie myśli się spieszyć. Całkiem słusznie, moim zdaniem.
Dodaj komentarz