Jedną z satysfakcji, jakie daje pisanie o piłce angielskiej, jest niepisanie o piłce polskiej. Czasem jednak się nie da. To jak smród niewywiezionych śmieci z podwórka, wdzierający się przez otwarte okno letniego wieczora. Albo bijące po oczach napisy, mijane w drodze z domu do pracy: na znaku drogowym, na wiacie przystanku, na murze okalającym jednostkę wojskową, na mijanych później blokach, na moście…
Nie będzie nagrody za pierwszą prawidłową odpowiedź, jakie napisy mam na myśli. Właśnie takie, które kazały ludziom związanym z Wisłą i Cracovią zachowywać się w minione dni tak, a nie inaczej. Tytułowe zmęczenie bierze się właśnie stąd: nic z tego, co obserwowaliśmy i obserwujemy, nie może nas zaskakiwać. Ani postawa kibiców, ani postawa piłkarzy, ani postawa (a właściwie jej brak) klubowych władz. Wszystko przecież jest w najlepszym porządku: antagonizmy między tymi zespołami były od zawsze, kibicowanie ma swoje prawa, a stadion to nie salon. Poza tym trudno właściwie ustalić, kto kogo prowokował, druga strona też nie jest bez winy itd.
Nie chce mi się tego wszystkiego po raz kolejny wyliczać, bo – jak się rzekło – czuję się tym zmęczony. Powiem tylko, co mi się teraz marzy, niezależnie od – oby jak najsurowszych – kar nałożonych na klub i na, rozpoznawalnych przecież dzięki taśmie wideo, kibiców. Marzy mi się, że piłkarze Wisły przepracują kilkadziesiąt zimowych godzin w muzeum Auschwitz jako wolontariusze. Nawet jeśli miałbym uwierzyć zapewnieniom rzecznika klubu, że „nie mieli żadnych złych intencji, gdy podchodzili po meczu do sektora swoich kibiców”, to przecież są za tych kibiców odpowiedzialni. A problem antysemityzmu ciągnie się za Wisłą wystarczająco długo, by przestać go ignorować. Niech więc piłkarze dadzą dobry przykład. Jak znam dyrektora muzeum, Piotra Cywińskiego, nie będzie stawiał przeszkód.
Skomentuj ~Michał Zachodny Anuluj pisanie odpowiedzi