Nie ma co się rozgadywać, jak sądzę. To był nie tylko najgorszy mecz Arsenalu Arsene’a Wengera w Europie: dawno nie widziałem tak słabego występu angielskiej drużyny w Lidze Mistrzów, a po jego obejrzeniu myślę, że szanse Chelsea w rywalizacji z Napoli wcale nie muszą wyglądać lepiej i że dystans Wyspiarzy do europejskiej czołówki dramatycznie się powiększył. Arsenalowi do 66. minuty, kiedy to Henry kapitalnie zgrał piłkę do van Persiego, nie udawało się literalnie nic: ani wykopy Szczęsnego, ani współpraca środkowych obrońców (dziura między Vermaelenem a Koscielnym czy Djorou liczyła momentami kilkanaście metrów), ani asekuracja środkowych pomocników, ani utrzymywanie się przy piłce (te straty!), ani gra skrzydłami, która przed meczem wydawała się najlepszym sposobem na poradzenie sobie z Milanem (dlaczego, ach dlaczego, Arsene Wenger zdecydował się na Rosicky’ego, zamiast na Oxlade-Chamberlina?). Zbyt wielu piłkarzy przeszło koło tego meczu, żeby Kanonierzy mogli liczyć na dobry wynik: tracący piłkę Arteta, przewracający się Vermaelen (czy aby na pewno nie grał z gorączką? – jakoś muszę sobie wytłumaczyć najsłabszy występ Belga w koszulce Arsenalu…), zagubiony Walcott, niedostający piłek van Persie (zobaczcie porównanie: 48 podań do Ibrahomovicia i 19 do van Persiego), nietrafiający z wślizgami Djorou… To jednak, co wydawało mi się najbardziej dojmujące, wiązało się z poczuciem, że gospodarze nie grają na sto procent możliwości, że wystarczy im czekać na błędy gości, a potem te błędy bezlitośnie punktować – błędy z gatunku elementarnych.
Kiedy w drugiej połowie na boisko wchodził Henry, współczułem mu. Żegna się w końcu z Ligą Mistrzów, myślałem sobie, zasłużył na to, żeby walczyć o wynik wraz z mężczyznami pokroju Parloura czy Lljunberga, a nie z tą gromadką uciekających przed odpowiedzialnością chłopców typu Ramseya czy Songa. Kolejny raz pojąć nie mogę, dlaczego Arsene Wenger nie zdecydował się w lecie na sprowadzenie do klubu Scotta Parkera – przecież to właśnie takich osobowości najbardziej brakuje francuskiemu menedżerowi (dla równowagi dodam, że również decyzja Harry’ego Redknappa o sprzedaniu Kevina Prince Boatenga nie wydaje się najrozsądniejsza – czy w tamtym czasie nie było lepiej pozwolić odejść np. Jenasowi?). Zdania Wojciecha Szczęsnego, że skoro Tottenham wyeliminował Milan, to Arsenal go rozwali, aż się nie chce przywoływać. Popastwiłbym się jeszcze trochę, gdyby nie fakt, że w Premier League ostatnio szło Kanonierom dobrze i że następny mecz ligowy przyjdzie im grać właśnie w derbach północnego Londynu. Gdzie szukać okazji do wyjścia z dołka, jak nie w takim spotkaniu?
Skomentuj ~pablo_KSC&NUFC Anuluj pisanie odpowiedzi