Miałem napisać o Wielkim Dniu Naszej Piłki. Biję się w piersi: nie zdążyłem w terminie, bo przeżywałem Wielki Dzień Naszej Redakcji, czyli wręczenie Medali św. Jerzego i zmianę na stanowisku redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”. Podczas uroczystości w Sukiennicach ks. Adam Boniecki (który bynajmniej nie żegna się z redakcją) przekazał funkcję dotychczasowemu zastępcy Piotrowi Mucharskiemu.
Stali czytelnicy tego bloga natrafiali pewnie raz czy drugi na to ostatnie nazwisko, bo też esemesom Piotra Mucharskiego z niejednego meczu moje pisanie wiele zawdzięcza. Nie chcąc być posądzony o nadmierne lizusostwo postawię tu kropkę; dla tych, którzy Mucharskiego nie znają, przytoczę tylko kilka zdań z niedawnej rozmowy dwóch moich szefów. „Jak widzisz tę funkcję? Jaki jest Twój modelowy naczelny?” – pyta Boniecki, „Pep Guardiola” – odpowiada Mucharski, po czym na widok zdziwienia na twarzy poprzednika tłumaczy: „Trener Barcelony. Wychowanek klubu, który prowadzi drużynę, w której grają również koledzy, których zna od juniora. Wychowankowie pierwszorzędnej szkółki, fantastycznie utalentowani etc… Podobałoby Ci się: grają otwarty futbol!”.
Nie napisałem więc o Wielkim Dniu Naszej Piłki, ale mam nadzieję, że nadrobię to w przyszłym roku. A teraz zachwycę się tylko internetową rzeczywistością, która nie tylko ułatwia organizowanie tego typu przedsięwzięć, ale też zbliża blogową rodzinę na tyle, że nawet nie widząc się dotąd na oczy z pomysłodawcą przedsięwzięcia, Michałem Zachodnym, mogę przecież mieć poczucie życia z nim w zażyłości, potwierdzone w niejednej dyskusji pod jego czy moim wpisem. Wracając zaś do kwestii modelowego naczelnego, muszę kilka zdań poświęcić Fabio Capello, bo w końcu o sprawach angielskiej piłki mamy tu pisać przede wszystkim.
Tak jest, podoba mi się ostatnio styl prowadzenia zespołu przez włoskiego szkoleniowca. Jestem świadom, ile krytyk wylano na niego po nieudanym mundialu i że sprawa przywrócenia kapitańskiej opaski Johnowi Terry’emu została załatwiona w sposób daleki od delikatności. W tym punkcie chcę więc powiedzieć tylko tyle: imponuje mi swoboda, z jaką Capello żongluje swoimi piłkarzami, od żadnego z nich nie zaczynając ustalania składu i nie kierując się wobec nikogo fałszywie rozumianą lojalnością. Przez lata nie powoływał Scotta Parkera, ale w tym konkretnym momencie nie zawahał się wystawić go od pierwszej minuty. Kiedy było mu to potrzebne, już po mundialu, gdy skądinąd zadeklarował zamiar stawiania na młodzież, nie stąd ni zowąd sięgnął po Kevina Daviesa, wystawił go, żeby przy następnej okazji… nie wysłać mu powołania.
Jasne, że nikt takiemu trenerowi nie będzie wyznawał miłości i nikt nie będzie płakał, kiedy w końcu odejdzie. Ale wyników odmówić mu nie można i nie można nie chwalić gry reprezentacji w meczu z Walią, we wciąż eksperymentalnym ustawieniu 4-3-3, z kompletnie niesprawdzoną drugą linią Parker-Lampard-Wilshere, z Ashleyem Youngiem i Waynem Rooneym operującymi na skrzydłach za placami Darrena Benta. Jako kibic Tottenhamu mógłbym się wprawdzie upierać, że Aaron Lennon bardziej zasłużył swoją postawą w Premier League i Lidze Mistrzów na szansę niż Young z dołującej Aston Villi, o powszechnie znanych ograniczeniach Benta wiadomo nie od dziś, a narzekania na Lamparda są niemal równie długie jak historia jego występów w reprezentacji… A przecież to działało, Ashley Young był może najlepszy na boisku, Wilshere czy Lampard biegali do upadłego, więc nie powiem ani słowa.
Wygląda na to, że fajna przyszłość przed nami. I nie mam na myśli tylko kibiców angielskiej piłki.
Skomentuj thespecial1 Anuluj pisanie odpowiedzi