Zabieram się do pisania z opóźnieniem, chyba dlatego, że musiałem odreagować frustrację podwójną: najpierw remisem Tottenhamu, później poziomem derbów Manchesteru. Zresztą sądząc po wynikach i dramaturgii kilku innych meczów, sfrustrowanych kibiców musiało być więcej. Przecież nie tylko Kaboul z Gallasem podarowali Sunderlandowi wyrównującego gola – podobny prezent sprawił Evertonowi Lee, wdając się w niepotrzebny pojedynek z Bainesem zamiast po prostu wykopać piłkę daleko w pole. Miał czas i miejsce, była 94. minuta… Podobnie w meczu Newcastle-Blackburn: gospodarze sprawili gościom aż dwa prezenty, pierwszy – co zdumiewające – pochodził do rewelacyjnego w spotkaniu z Arsenalem Tiote. W drugim przypadku środkowemu obrońcy Srok zabrakło zdecydowania w starciu z Jasonem Robertsem; memento dla stoperów Tottenhamu przed sobotą.
W meczu na St. James’ Park mieliśmy do czynienia z jednym z pięciu incydentów, które musiały w tej kolejce zakończyć się czerwoną kartką: Barton powinien wylecieć za uderzenie Pedersena i nic dziwnego, że został po fakcie zdyskwalifikowany przez Football Association. Cóż za demony ścigają tego piłkarza, który szczerze wyznaje, że nie potrafi kontrolować własnej agresji… Paradoksalnie incydent przydarzył mu się akurat wtedy, kiedy znajdował się w bardzo dobrej formie – jego podania-asysty przy golach Carrolla były ozdobą kolejnych spotkań Newcastle, a teraz straci rytm meczowy i kolejny już raz będzie musiał wszystko zaczynać od początku. Nie mógłby brać przykładu z takiego Scotta Parkera? To uwaga na marginesie, ale strach pomyśleć, o ile punktów mniej miałyby na swoim koncie Młoty, gdyby nie piłkarz, o którym kibice wołają, że jest jedynym, któremu się chce na Upton Park.
Inne kartkowe incydenty to słuszne usunięcie z boiska Fellainiego (za odwet na piłkarzu Boltonu) i Essiena za wejście w nogi Dempseya (choć Amerykaninowi żadna krzywda się nie stała, piłkarz Chelsea atakował dwiema nogami). W dwóch pozostałych przypadkach arbitrów zawiódł instynkt: zarówno Cattermole, faulujący Modricia, jak Fabregas, atakujący piłkarza Wolves, powinni wylecieć. Pomocnik Tottenhamu miał już przed rokiem złamaną nogę i skarżył się po meczu, że mógł ją mieć złamaną po raz kolejny, co groziłoby nawet zakończeniem kariery – na szczęście zdołał podskoczyć i złagodzić siłę uderzenia. Może Howard Webb okazał się w tym przypadku nadmiernie gwiazdorski, nie chcąc podejmować decyzji, której domagali się wszyscy wokół? Tak czy inaczej chwalę go za niepodyktowanie karnego dla Tottenhamu w innym gorącym momencie meczu: Zenden nie dotknął wprawdzie piłki, ale Bentley przewracał się zanim jeszcze Holender go dotknął.
Kibicom Arsenalu narażę się pewnie za wstrzemięźliwość związaną z oceną występu Fabiańskiego. Owszem, Polak trzykrotnie popisał się kapitalnym refleksem, broniąc na linii strzały piłkarzy Wolves. Mój kłopot polega jednak na ocenie jego zachowania podczas stałych fragmentów gry, kiedy ma problemy z podjęciem decyzji, wyjść czy nie wyjść, pogłębiając tym samym niepewność obrońców. Przedwczoraj kilka razy gospodarze mogli wyrównać właśnie po rzutach rożnych, a Fabiański raczej przyglądał się rozwojowi wypadków niż próbował na nie wpłynąć.
O derbach Manchesteru ani słowa. Fakt, że ambitni ponoć gospodarze nie zamierzali nawet podjąć próby wygrania tego spotkania, zwalnia nas z wysiłku dyskutowania o nim. Tym bardziej, że tematów bardziej atrakcyjnych zostało co niemiara. Pierwszy z brzegu: czy Ian Holloway, który przed jutrzejszym „meczem o sześć punktów” z West Hamem dał odpocząć aż dziesięciu piłkarzom (a i tak omal nie wywiózł punktu po niezłym spotkaniu z Aston Villą), powinien być za to ukarany przez FA? W sieci krąży jego wściekła tyrada na ten temat, radzę wyszperać. Drugi: fala piłkarzy młodszych, grających w mniej „celebryckich” klubach, którzy doczekają się zapewne powołań do reprezentacji Anglii; uczymy się nazwisk Phil Jones i Jordan Henderson. Trzeci: dlaczego z Chelsea odszedł asystent Carlo Ancelottiego, klubowa legenda Ray Wilkins. Czwarty, pewnie najważniejszy i najbardziej kontrowersyjny zarazem: spłaszczenie tabeli i mało przekonujące występy zespołów z obecnej pierwszej czwórki nie świadczą o podniesieniu średniego poziomu angielskiej ekstraklasy, a raczej o tym, że ci najlepsi zaczynają roztapiać się w ligowej szarości. Jeśli w weekend nie wydarzy się jakieś futbolowe trzęsienie ziemi, chętnie temat rozwinę.
Skomentuj ~keano89 Anuluj pisanie odpowiedzi