Do opisanego tu parę dni temu pomysłu kampanii społecznej, w której przeciwko antysemityzmowi na trybunach wystąpiliby piłkarze klubów, których problem dotyczy, dorzucę drugi, jeszcze łatwiejszy do zrealizowania. W tamtym przypadku wzorowałem się na filmie „Y word”, nakręconym z udziałem m.in. Franka Lamparda, Kierana Gibbsa, Ledleya Kinga i Gary’ego Linekera, w tym – na wspólnym oświadczeniu Arsenalu i Tottenhamu po wczorajszych derbach Londynu.
Szczerze mówiąc nie potrafię ocenić, czy stężenie nienawiści na trybunach White Hart Lane było większe niż zwykle – podejrzewam, że było porównywalne z derbami, podczas których w barwach Arsenalu występował znienawidzony przez kibiców Tottenhamu ich dawny idol Sol Campbell. O Emanuelu Adebayorze fani Arsenalu śpiewali wczoraj pieśni przywołujące ubiegłoroczną tragedię jego reprezentacji, ostrzelanej w Angoli w drodze na Puchar Narodów Afryki: „Trzech martwych w Angoli, powinno być czterech, Adebayor, Adebayor”, „To powinieneś być ty, to ty powinieneś być zastrzelony w Angoli”. W podobny sposób kibice Tottenhamu życzyli niegdyś śmierci Campbellowi (śpiewali, że jest chorym psychicznie gejem-nosicielem wirusa HIV, który oby wkrótce się powiesił). „Klasycznym” niejako repertuarem meczów derbowych są antysemickie piosenki pod adresem Tottenhamu i sugerowanie pedofilii menedżera Arsenalu.
„To wszystko jest chore” – mówił wczoraj Harry Redknapp i trudno się z nim nie zgodzić. Nie zamierzam jednak wracać do kwestii granic między tradycyjną rywalizacją kibiców drużyn z tego samego miasta czy regionu (skądinąd wielu zaangażowanych w nią fanów nie potrafiłoby pewnie podać przyczyny, dla której darzy tamtych aż taką niechęcią), a erupcjami nienawiści powodującymi np., że jakiś piłkarz musi wynająć ochronę sobie i swojej rodzinie. Tym, co wzbudziło dziś moją tęsknotę za Anglią było jasne – i wspólne – powiedzenie przez oba kluby, że podobne zachowania potępiają, że ani Arsenal, ani Tottenham nie tolerują rasizmu, homofobii czy obraźliwego słownictwa, i że będą współpracować w ściganiu winnych. Już rano usłyszeliśmy od rzeczniczki Tottenhamu, że kibice, którzy intonowali obraźliwe pieśni, zostali namierzeni dzięki systemowi monitoringu i usunięci ze stadionu jeszcze podczas trwania meczu. Kampania informacyjna przeciwko takim zachowaniom odbywa się w klubie nieustannie, nieustannie też promuje się serwis esemesowy, pod który można zgłaszać przypadki zachowań dyskryminacyjnych. Podobną politykę stosują Arsenal i Chelsea – nigdy dotąd jednak kluby nie działały wspólnie, jakby nie wpadły dotąd na tę prostą myśl, że od solidarności plemiennej ważniejsza jest ta bardziej podstawowa – solidarność ludzka.
Wisła i Cracovia, ŁKS i Widzew, Legia i Polonia wspólnie przeciw nienawiści… Bez zrzucania odpowiedzialności na tamtych, bez uników czy puszczania oka do organizacji kibicowskich. Jakież to się wydaje proste. I jakie nierealne. Nierealne?
Dodaj komentarz