Prawda, że brednia

„To może być jeden z największych hitów transferowych w historii naszej ligowej piłki. Niewykluczone, że nowym piłkarzem Wisły Kraków zostanie słynny Mohamed Kallon” – pisze „Dziennik”, a czytelnik przeciera oczy ze zdumienia. Najpierw dlatego, że dopiero co w innej gazecie znalazł informację, że przy Reymonta nie zanosi się na wielkie transfery. Potem dlatego, że w krótkim skądinąd tekście policzył sobie wszystkie „może”, „prawdopodobnie”, „niewykluczone”. Przedstawiciel Wisły, dyrektor sportowy Jacek Bednarz, pojawia się wprawdzie w artykule, ale jako ktoś, kto odmawia komentarza (ciekawe, czy w ogóle był pytany). Jest za to wypowiedź kogoś, kto podaje się za agenta Kallona i kto mówi, że jest w kontakcie z działaczami pewnego polskiego klubu, po czym tajemniczo dodaje „wszystko jest możliwe”. W sumie, po odjęciu spójników i biogramu piłkarza a la wikipedia, z tekstu „Dziennika” nie zostaje… nic.
Informację o Kallonie i Wiśle zawdzięczam komentarzowi zwz do wpisu, w którym bawiłem się w pisanie depeszy o rzekomym transferze do Cracovii Henrika Larssona. Problem w tym, że tu nie mamy do czynienia z żartem i że w pisaniu o transferach polskie gazety coraz mocniej upodabniają się do angielskich – szkoda, że do tabloidów. Mechanizm wydaje się zrozumiały: ponieważ przez następne tygodnie kupowanie piłkarzy będzie głównym tematem kibicowskich dyskusji, nic prostszego wyjść naprzeciw zapotrzebowaniu zmyślając odpowiednią historyjkę, podkręcając lid, fabrykując wypowiedź piłkarza lub dzwoniąc do kompletnie niewiarygodnego agenta… Cytowalność zapewniona, bo zanim zainteresowany klub informację zdementuje, powtórzą ją inne gazety i portale, podchwycą kibice, i tak zamiast „tematu z d… wyjętego” (w redakcji „Faktu” tak się ponoć mówi o wiadomościach typu wieloryb płynący w górę Wisły) mamy „transfer z d… wyjęty”.
Zwracam uwagę na tekścik z „Dziennika”, bo po pierwsze, chodzi o poważną gazetę – w tym przypadku lekceważenie inteligencji czytelnika jest wyjątkowo irytujące. Po drugie, mimo iż w ciągu najbliższych tygodni przeczytamy takich historii dziesiątki, myślę, że warto je wyławiać i co jakiś czas publicznie wołać „sprawdzam” – zwłaszcza, jeśli chodzi o kreatywność polskich dziennikarzy, a nie o przepisywanie gazet zagranicznych (w tym ostatnim przypadku też można by zresztą przyjąć pewne kryteria: nie cytować np. tabloidów, czekać na stanowisko klubu lub zainteresowanego piłkarza, nie dawać wiary agentom). Minimum rzetelności wydaje mi się metoda stosowana przez stronę internetową SkySports: w swoim Transfer Centre umieści każdą wiadomość, ale opatrując ją ikoną wyrażającą ocenę prawdopodobieństwa: uścisk dłoni to transfer dokonany, waga – prawdopodobny, komiksowe „dymki” – spekulacje, plotki i historie wyssane z palca.
Poczynań Wisły Kraków nie śledzę bardzo uważnie, więc wolałem się upewnić: wysłałem esemesa do szefa działu sportowego „Gazety Wyborczej” w Krakowie, towarzyszącego drużynie na zgrupowaniu w Austrii. „To brednia z tym Kallonem, prawda?” – zapytałem. „Prawda, że brednia” – odpowiedział Andrzej Klemba.

Komentarze

6 odpowiedzi do „Prawda, że brednia”

  1. Awatar ~Bartek
    ~Bartek

    A najbardziej wkurza, że jak się poda w artykule, że jakiś tam „Daily Mail” czy inne cuś zamieściło daną informację, to zakompleksiony polski lud od razu z uznaniem na newsa spogląda. Bo poza dziennikarzami i wąską grupą ludzi orientujących się w rynku mediów nikomu nic nie mówią tytuły zagraniczne. Może jeno „The Sun” cieszy się renomą ewidentnie wątpliwą. Dlatego wydaje mi się, że byłoby zdrowiej, gdyby dziennikarze cytujący inne gazety dodawali: „brytyjska bulwarówka” lub „prestiżowy dziennik”. U nas wszyscy niedawno podchwycili informację, że „szwedzkie media krytykują swoich piłkarzy po Euro”, że niby wyzywają ich od brzydkich łamag. Tymczasem szwedzkie gazety pisały o kadrze z uznaniem i szacunkiem. Jeno „Aftonbladet” (ichni Super Expres) pojechał po bandzie. I tylko to było dla naszych dziennikarzy ciekawe. Określenie, z jakim medium mamy do czynienia, byłoby zbawienne. Bo niedawny, kolejny już artykuł o więzieniach CIA w Polsce opublikowany przez „N Y Times” to jednak nie to samo, co wiadomości z brytyjskich „assów” wyjęte. 🙂

    1. Awatar ~aapa
      ~aapa

      Trzeba tylko przyznać, że czasem takie The Sun (turn off the Sun) poda coś prawdziwego i to jako pierwsza gazeta. Jak ktoś lubi spekulacje i celność raz na 100 to może się bawić. Z tą szacownością gazet to też różnie bywa. Taka Rzepa w Polsce np. uchodzi za poważny tytuł, a w sumie to już jej któreś życie jest. I wcale nie lepsze.

      1. Awatar ~zwz
        ~zwz

        Po prostu NIENAWIDZĘ tego ciągłego robienia nas w balona i rozumiem Cię, aapa, że chciałbyś aby okienko się zamknęło jak najsztybciej.Metodę proponuję taką: nie klikać w depesze-rumory i wypierać je z głowy. Minie kilka godzin i one zejdą, okaże się, że nie było sprawy.

    2. Awatar ~kkogut
      ~kkogut

      Im więcej naszych wpisów, tym więcej przykładow tych bredni. Pomysł ich kolekcjonowania zaiste mi się podoba. Ale media nie zawsze są winne – czasem wkręcają je agenci piłkarzy. Może pan Peralta rzeczywiście istnieje i wypowqiedział się dla „Dziennika” – gdzieś w necie znalazłem, że załatwiał transfer kogoś tam do ŁKS-u. Choć ciekawe, że guglując to nazwisko, znajdowałem je głównie na stronach polskich. Podejrzane…….

  2. Awatar ~Ketman Batman
    ~Ketman Batman

    Chyba warto, żeby ten tekst przeczytali naczelni polskich dzienników. Podejrzewam, że oni się sportem nie za bardzo interesują, pogrążeni po uszy w polityce. A byłoby warto, bo tolerują w swoich działach sportowych rzeczy zupełnie niedopuszczalne, jeśli chcą myśleć o swoich gazetach jako poważnych. Przykładów byłoby mnóstwo – tytuły, poziom żartów i polszczyzny (choć skoro A. Michnik mówi o „odpieprzaniu się” od Wałęsy…), powielanie plotek, jak ta o Kallonie. Naprawdę, żeby zaczęli czytać kolumny sportowe u siebie, a nie opiniowe u konkurencji.

  3. Awatar ~pavelczado
    ~pavelczado

    Pana też irytuje problem ssania:)Dziękuję za PolonięPozdrawiamPaCz

Skomentuj ~Bartek Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *