Możliwość pierwsza: Wayne Rooney świetnie wie, co robi. Sytuacja w Manchesterze United przypomina losy podupadającego imperium. Starzejący się monarcha wciąż rządzi żelazną ręką, ale nie potrafi powstrzymać pogłębiającego się rozkładu. Symptomy rozkładu? Odejście Ronaldo i Teveza. Brak przekonujących wzmocnień. Trzech kluczowych piłkarzy – Scholes, van der Sar, Giggs – w wieku przedemerytalnym albo wręcz emerytalnym. Imponujące obroty, ale wciąż niezmniejszający się dług, ba: właściciele regularnie wyciągający pieniądze z klubu. Drużyna tracąca punkty nie tylko w meczu z Evertonem, ale i z West Bromwich, Sunderlandem, Boltonem czy Fulham. Jak tu wiązać wieloletnią przyszłość z miejscem, w którym za dwa lata może nie być Alexa Fergusona, a najlepiej podającym piłkę pomocnikiem okaże się Anderson? Z pewnością musi być jakieś lepszy adres dla Piłkarza Roku…
Możliwość druga: Wayne Rooney, który nigdy nie był tytanem intelektu, kompletnie się pogubił. Pogubił się w życiu prywatnym, co wbrew pozorom może mieć większe konsekwencje niż medialna jatka, bo zdrowy rozsądek i wsparcie Coleen pozwoliło mu w ostatnich latach przejść niejeden kryzys. Pogubił się w życiu zawodowym: kontuzja odniesiona pod koniec marca w feralnej ostatniej minucie meczu z Bayernem odnowiła się dwa tygodnie później w rewanżu i potem dawała już o sobie znać, powodując utratę formy i kompletnie nieudany mundial. Wtedy, w czerwcu i lipcu, w zasadzie nic już nie było tak, jak powinno: skandal z prostytutką mógł wybuchnąć w każdej chwili, gra w piłkę stała się powodem gigantycznej frustracji (pamiętacie, jak wrzeszczał do kamery na kibiców, okazujących niezadowolenie z występu reprezentacji?), a w dodatku w kwestiach kontraktowych angielski napastnik miał najgorszego z możliwych doradców.
Przedstawicielem Rooneya jest dawny sprzedawca odkurzaczy Paul Stretford, który przed dwoma laty otrzymał od FA półtoraroczny zakaz uprawiania zawodu agenta (niezależna komisja dołożyła jeszcze 300 tys. funtów kary) za nieprawidłowości podczas przejmowania w 2002 r. opieki nad 16-letnim wówczas napastnikiem, a także za przedkładanie fałszywych dowodów i składanie fałszywych zeznań. Sprawa jest prosta: następny kontrakt Rooneya będzie najwyższym w życiu zarówno 25-letniego zawodnika, jak i jego „opiekuna”. Skoro Manchester City gotów jest płacić o ponad 100 tysięcy funtów tygodniowo więcej niż Manchester United, trudno się dziwić, że Stretford tłumaczy, przekonuje, nieżyczliwi powiedzieliby: mąci. Na poprzednim transferze zarobił marne półtora miliona, ale od tamtego czasu dorobił na prowizjach z kontraktów reklamowych sportowca, którego uważa się za jednego z najbogatszych w Anglii (zdaniem „Sunday Timesa” Rooney zgromadził dotąd majątek wielkości 33 milionów funtów)…
W niezwykłym zaiste, sześcioipółminutowym wystąpieniu Fergusona na wczorajszej konferencji prasowej, padły gorzkie słowa: „Łatwo powiedzieć, że masz konflikt z menedżerem. Bardzo łatwo”. Jego relacje z Rooneyem uważano dotąd za wzorowe, sir Alex wielokrotnie stawał w obronie piłkarza, doradzał w kłopotach, jeszcze podczas mundialu dzwonił do krytykowanego podopiecznego, żeby się zrelaksował i cieszył udziałem w wielkiej imprezie. O tym, że Anglik nie chce przedłużyć kontraktu, dowiedział się 14 sierpnia, tuż przed rozpoczęciem obecnego sezonu – a więc jeszcze przed wybuchem afery z prostytutką (warto dodać, że po zakończeniu poprzedniego sezonu, 16 lipca, dyrektor wykonawczy MU David Gill usłyszał od Paula Stretforda, że intencją Rooneya jest podpisanie kontraktu). Jak mówi dziś, nie mógł i nie może pojąć, dlaczego.
Alex Ferguson trwa w przekonaniu, że Manchester United jest najlepszym klubem dla Rooneya, więc swoje wczorajsze oświadczenie skonstruował tak, by było jasne, że w razie zmiany decyzji przyjmie marnotrawnego syna z otwartymi ramionami. Znamienne, że proszeni o komentarz do sprawy Jose Mourinho i Harry Redknapp mówili, że jeśli napastnik MU rzeczywiście znajdzie się na liście transferowej, będą oczywiście zainteresowani, ale na miejscu piłkarza nie ruszaliby się z Manchesteru. Wiadomo: przeprowadzka za granicę będzie kłopotliwa, transfer do MC uczyni go jedną z najbardziej znienawidzonych postaci w futbolowej historii miasta i kraju, pozostałe kluby angielskie raczej nie zaspokoją jego oczekiwań finansowych.
Co jednak czyni sprawę niejednoznaczną (i dlatego tak ciekawą): nawet jeśli Rooney pogubił się w życiu prywatnym i od miesięcy nie może odzyskać formy, nawet jeśli ma złego i chciwego doradcę, to problemów zarysowanych w pierwszym akapicie tego tekstu nie sposób łatwo unieważnić. Możliwość trzecia, będąca w gruncie rzeczy rozwinięciem pierwszej: Wayne Rooney jest ambitnym sportowcem. Jego żądza wygranej jest tak wielka, że nawet nieproszony wraca za piłką pod własne pole karne, a w przeszłości potrafił brutalnie sfaulować rywala albo napyskować sędziemu. Dziś chce znów być mistrzem kraju i zdobywcą Ligi Mistrzów, tylko nie wie, czy droga do sukcesów wciąż wiedzie przez Old Trafford.
Którą możliwość wybieracie?
Skomentuj ~zwz Anuluj pisanie odpowiedzi