Kibice Lecha wobec Jacka Bąka, kibice Wisły wobec Tomasza Hajty (podczas meczu z Schalke przed kilkoma laty nad stadionem przy Reymonta niosło się skandowanie „Haj-to-ch…”), kibice prawie całej Polski wobec Dariusza Dziekanowskiego… Czy można sobie wyobrazić kibicowanie bez nienawiści?
Ta sprawa nie daje mi spokoju od tygodnia. Pisałem o niej wprawdzie w komentarzach pod tekstem podsumowującym poprzednią kolejkę Premiership (co wywołało zresztą interesującą ripostę nth), ale rozwój wydarzeń nakazuje podjąć ją jeszcze raz – z poczuciem, że pewnie nikogo nie przekonam, a niejednemu się narażę. Rzecz w tym, że przed tygodniem na stadionie Portsmouth duża grupa kibiców Tottenhamu, sfrustrowana beznadziejną postawą swojej drużyny, postanowiła wyładować tę frustrację na piłkarzu, który przed laty był ich ulubieńcem i który zostawił ich dla klubu uważanego za wrogi. Usłyszeliśmy pieśń sugerującą, że Sol Campbell jest chorym psychicznie gejem-nosicielem wirusa HIV, który oby wkrótce się powiesił. Oraz skandowanie, że jest czarnym chciwcem z tyłkiem do wynajęcia. Wybaczcie.
Czy to stężenie nienawiści da się zrozumieć? Od odejścia Campbella z Tottenhamu minęło siedem lat – wydawałoby się, że wystarczająco wiele, aby ochłonąć. Jego kariera zbliża się do końca, nie gra już w Arsenalu. Zanim opuścił White Hart Lane, nie ukrywał, że marzą mu się występy w europejskich pucharach i dał pogrążonemu w permanentnym zamęcie macierzystemu klubowi wystarczająco wiele szans na zbliżenie się do tego celu. Kontrakt wypełnił do końca: nie strajkował, nie robił fochów, nie mówił trenerom, że nie czuje się na siłach, by wystąpić w jakimś meczu (piję oczywiście do stylu rozstania z Berbatowem). Oczywiście pewnie nie byłoby problemu, gdyby zamiast Arsenalu wybrał Barcelonę albo Juventus, ale – powtórzę pytanie – czy fakt, że chodzi właśnie o odwiecznego rywala Tottenhamu wszystko usprawiedliwia?
Moim zdaniem nie. Moim zdaniem jest granica między tradycyjną rywalizacją kibiców drużyn z tego samego miasta czy regionu (skądinąd wielu zaangażowanych w nią fanów nie potrafiłoby pewnie podać przyczyny, dla której darzy tamtych aż taką niechęcią), a erupcjami nienawiści powodującymi np., że jakiś piłkarz musi wynająć ochronę sobie i swojej rodzinie. Jeden z moich przyjaciół wyznaje, że z coraz większym trudem przychodzi mu wizyta na stadionie, bo zawsze kiedy wraca, czuje się fizycznie oblepiony otaczającą go agresją. A jeśli jeszcze myśli o zabraniu na mecz dzieci (na Fratton Park było ich mnóstwo)…
To nie pierwszy raz, kiedy kibice Tottenhamu urządzili Campbellowi werbalny pogrom. Kiedyś nawet klub wydał oświadczenie potępiające homofobię i zaapelował o wskazywanie stewardom prowodyrów podobnych zachowań; tekst na ten temat wydrukowano w meczowym programie i rozłożono na wszystkich stadionowych krzesełkach. Dziś Tottenham również zareagował, ale późno i jakby niechętnie: najpierw musiało być śledztwo policji oraz oficjalna skarga Portsmouth do władz ligi i federacji. To kolejny problem: w takich przypadkach kluby niejednokrotnie przymykają oko albo ograniczają się do mało przekonujących deklaracji. Ciekawe, co by było, gdyby groziło im odebranie punktów albo zamknięcie stadionu…
Znalazłem niedawno na stronie kibiców Legii felieton „Wygwizdać zło”, pisany wkrótce po śmierci Jana Pawła II. Mnóstwo słusznych zdań bez wpływu na rzeczywistość. Sam też mam poczucie walki z wiatrakami – ci, którzy nienawidzą Campbella są przecież tak z siebie dumni, że nawet promowali się na YouTube’ie (musiało dojść do interwencji Portsmouth, żeby wideoklip usunięto). Co mogę im przeciwstawić? Naiwną gadkę, że nienawiść psuje sportową rywalizację? Że jest mi wstyd, bo kibicuję tej samej drużynie, co oni? Że po czymś takim trudno kochać piłkę nożną taką miłością jak kiedyś?
Tak się rozpisałem, że na podsumowanie siódmej kolejki Premiership brakuje miejsca. Szkoda, bo po niezbyt ciekawej sobocie, w niedzielę wydarzyło się wyjątkowo dużo: fantastyczny pościg Liverpoolu, pierwszy punkt Newcastle pod negatywnym bohaterem tygodnia Joe Kinnearem, przebudzenie Boltonu w meczu z faworyzowanym West Hamem, kolejna klęska Tottenhamu (kiedy ostatni raz tak źle zaczynali sezon, Titanic jeszcze nie zatonął; omen jakiś, czy co?). Może będzie okazja pomówić o tym w komentarzach…
Skomentuj ~chwm Anuluj pisanie odpowiedzi