6 lutego 1958, Monachium… Na kilka dni przed 51. rocznicą tamtej katastrofy dostałem list od kolegów z Redloga, z prośbą o wypowiedź na temat jej wpływu na Manchester United i na piłkę nożną w ogóle. Ważniejszy od samej prośby wydał mi się jednak kontekst: oto jeden z redaktorów bloga przygotował monumentalną (ponad 10 tysięcy słów!) opowieść o tamtych wydarzeniach, a właściwie szerzej: o Manchesterze United i angielskiej piłce drugiej połowy lat pięćdziesiątych.
Po tym, jak ją przeczytałem, i jak obejrzałem towarzyszące jej filmy, dodawanie czegokolwiek wydało mi się niestosowne. Zastanawiam się od tamtej pory, czym właściwie jest kibicowanie i jakie pokłady wrażliwości zdolne jest uruchomić. Kilka razy narzekałem w swoim pisaniu na płynącą z trybun nienawiść (wszystko jedno, czy w Anglii, czy w Polsce), a teraz mam poczucie, że spotkałem prawdziwego kibica. Chylę czoło przed robotą Wiktora Marczyka i zachęcam Was, żebyście przeczytali jego tekst. Jak sam pisze, „wiedza i pamięć to jedyne, co możemy dać wszystkim, którzy ucierpieli wskutek tragedii”.
PS O wydarzeniach weekendu jutro, dobrze? Obejrzyjmy najpierw wiadome derby.
Skomentuj ~zdzisław Anuluj pisanie odpowiedzi