Z pewnością można by wylać morze atramentu na temat futbolowych wydarzeń dzisiejszego dnia. Mówić o sensacyjnym triumfie Manchesteru City nad Chelsea, ambitnej pogoni za zwycięstwem w meczu z Burnley praktycznie zdegradowanego już Portsmouth, a także o tym, co wygrana Arsenalu ze Stoke wnosi do walki o mistrzostwo Anglii. Pewnie do wszystkich tych kwestii wrócę jutro. Dziś mam poczucie, że wszystko unieważnia tragedia Aarona Ramseya, zniesionego z boiska ze złamaną nogą po koszmarnym faulu Ryana Shawcrossa.
W chwili, kiedy to się wydarzyło, byłem najgłębiej wdzięczny realizatorom telewizyjnym, że nie zdecydowali się na powtórkę. A teraz marzy mi się tylko jedno: żeby telewizje i agencje fotograficzne zdołały wytrwać w tym stanie. Nie chcę natrafiać na zdjęcia i wideoklipy z tego horroru na portalach, w telewizji i w prasie. Wiem, że pisząc to, stoję na przegranej pozycji: bo prawo do informacji, bo nieodparta ciekawość, bo pokusa podglądania czy potrzeba dreszczu musi zwyciężyć, bo na takie rzeczy zawsze jest zapotrzebowanie… Ale co tam: po to mam tę skromną rubryczkę, żeby pisać, co uważam.
I stąd ten skazany na niepowodzenie apel: nie oglądajcie faulu na Ramseyu, a jeśli tak się składa, że macie jakiś cień możliwości rozpowszechniania filmów czy zdjęć: zrezygnujcie. Pamiętam wypowiedzi Eduardo, który przed dwoma laty ucierpiał w podobnym incydencie: fakt, że cały świat przyglądał się jego strzaskanym kościom, był dla niego przyczyną powtórnej traumy. Podobnie cierpiał sprawca jego kontuzji, któremu natychmiast przypięto łatkę mordercy, a który po prostu źle ocenił tor lotu piłki.
Aaron Ramsey nie będzie mógł grać przez wiele miesięcy. Ryan Shawcross, który schodził z boiska ze łzami w oczach, nosi na sobie odpowiedzialność za jego zdrowie i karierę. Nie zamieniajmy tragedii tych dwóch ludzi w igrzyska.
Skomentuj ~Jak Anuluj pisanie odpowiedzi