No, fani angielskiej piłki, gdziekolwiek jesteście, w szkole czy w pracy, czekaliście na ten dzień pół roku, więc wyobrażam sobie, że jesteście świetnie przygotowani. Podejrzewam, że niejeden co bardziej uzależniony wziął urlop, a pozostali serfują po internecie kiedy tylko szef odwraca głowę. Mam nadzieję, że okaże się, iż warto było czekać: że coś się wreszcie wydarzy w tym okienku transferowym, które zaznaczyło się dotąd głównie powrotami gwiazd nieco przyblakłych: Sol Campbell znów w Arsenalu, Patrick Vieira w Manchesterze City, a Eidur Gudjohnsen w Tottenhamie. Owszem, na White Hart Lane pojawił się także Younes Kaboul, czwarty dawny piłkarz Redknappa z Portsmouth, a być może na tym się nie skończy, bo Koguty wciąż nie znalazły rezerwowego bramkarza. Owszem, Liverpool kupił Maxi Rodrigueza, Blackburn wypożyczyło Basturka, a Hull Zakiego, zaś MU uzgodnił letni transfer Smallinga, ale na te naprawdę wielkie przeprowadzki nadal czekamy. Wczorajszy mecz z MU pokazał, że Arsene Wenger potrzebuje napastnika i, hm, bramkarza. Władze klubu z Old Trafford informują, że Alex Ferguson wciąż ma do wydania całą sumę uzyskaną za Ronaldo. W Manchesterze City pieniędzy wystarczyłoby na kupienie połowy Realu Madryt, a nie tylko Gago (tę ostatnią pogłoskę hiszpańska prasa szybko zdementowała). Liverpool pieniędzy nie ma, ale napastnik by mu się przydał. Tottenham, oprócz poszukiwań bramkarza, ma raczej kłopot nadmiaru i pewnie będzie dziś sprzedawał lub wypożyczał – do Rosji może wrócić Pawliuczenko, a z Keane’m nigdy nic nie wiadomo (ja obstawiam jednak, że zostanie), pewne wydaje się odejście Huttona do Sunderlandu. Sprzedawało będzie także rozpaczliwie ratujące budżet Portmouth, w mniejszej lub większej potrzebie (i przy pieniądzach) są Birmingham i Sunderland…
Wspominam gorączki poprzednich dni tego typu – we wszystkich mi zresztą towarzyszyliście. Nocne rozmowy między Chelsea i Arsenalem w sprawie Ashleya Cole’a, zakończone dobrze po zamknięciu okienka, nerwy do ostatniej chwili przy przejściu Berbatowa do MU i nieco surrealistyczny transfer Robinho do MC, sensacyjny powrót Keane’a na White Hart Lane po półrocznym pobycie w Liverpoolu, ubiegłoroczne śnieżyce paraliżujące nie tylko rozmowy Arsenalu z Zenitem o Arszawinie… Dziś pewnie tylu emocji nie będzie, kluby mają długi, większość zakupów zrobiły latem (potwierdza się jedna z ubiegłorocznych tez, że w zimowym okienku kupują desperaci), ale perspektywa mundialu powoduje, że niejeden grzejący ławę kandydat do wyjazdu nerwowo przebiera nogami i wydzwania do agenta, żeby do cholery ruszył wreszcie tyłek. Więc może jednak?
Zapraszam do rozmowy. Kogo Wasz klub potrzebuje, a kogo wolelibyście się pozbyć? Jak oceniacie dotychczasowe zakupy, co myślicie o transferowych plotkach? Pomoce naukowe mamy na stronach BBC i SkySports, ale warto też zaglądać na twittera, gdzie a nuż ktoś nieostrożny chlapnie wiadomość jeszcze nieoficjalną.
W chwili, gdy to zaproszenie publikuję, do zamknięcia okienka zostało osiem godzin…
PO OŚMIU GODZINACH:
Być może obiektywnie to było najnudniejsze okienko transferowe ostatnich lat, ale na pewno nie dla mnie. Do chwili, gdy piszę te słowa, nastukaliśmy wspólnie 110 komentarzy – tyle nie było nawet tamtej nocy, kiedy na nieudany, jak już dziś wiemy, podbój Manchesteru wyruszali Berbatow i Robinho. Doprawdy: nie mogłem się nudzić nawet jeśli do jakichś megatransakcji nie doszło, większość przenosin wiązała się z wypożyczeniami, a w przypadku transferów ostatecznych nie mówiono o kwotach, jakie się z tym wiązały (z chwalebnym wyjątkiem odejścia Asmira Begovicia z Portsmouth do Stoke). Było komicznie – zwłaszcza w przypadku zakupów Manchesteru City, które najpierw nie zapewniło pozwolenia na pracę Kenijczykowi McDonaldowi Maridze (parę godzin później zdążył podpisać kontrakt z Interem), a potem dla uzgodnionego już transferu Gago z Realu nie zdążyło uzyskać błogosławieństwa od szejka. Było sentymentalnie – zwłaszcza w przypadku kolejnego odejścia Keane’a z Tottenhamu, tym razem do Celticu Glasgow, a więc klubu bliskiemu sercu każdego Irlandczyka; klubu, w którym Robbie-wędrowniczek miał kiedyś skończyć karierę. Jak to tłumaczył Harry Redknapp, Keane jest za dobry, żeby siedzieć na ławce, ale menedżer Tottenhamu robi, jak sądzę, dobrą minę do złej gry, bo po wypożyczeniu z Monaco Gudjohnsena przygotowywał się raczej do sprzedania Pawliuczenki; tak czy inaczej Tottenham oszczędzi trochę na pensjach, bo jego dotychczasowy kapitan uchodził za najlepiej zarabiającego. Było też z pewną nadmiernością, zwłaszcza w przypadku West Hamu, który sprowadził aż trzech napastników, z których każdy wydaje się, jakby to powiedzieć, równie dobry, i Sunderlandu, którego menedżer Steve Bruce zasłużył na miano „Redknappa północy”, bo z podobną aktywnością poczyna sobie w każdym kolejnym okienku transferowym.
Pisząc te słowa nie mam wcale pewności, że to już koniec, bo z jednej strony przekonaliśmy się w ciągu ostatnich dwóch-trzech okienek, że godzina deadline’u stała się w Anglii mocno umowna, a z drugiej: w innych krajach Europy szaleństwo wciąż jeszcze trwa. A więc: dziękuję za wszystko, co do tej pory, co wcale nie znaczy, że to na dzisiaj koniec 🙂
Skomentuj ~etk87 Anuluj pisanie odpowiedzi