1. „Nikt się nie boi Manchesteru United. Taka prawda”. Pierwsze zdania poprzedniego wpisu czynię niniejszym pierwszymi zdaniami wpisu następnego. Kolejni przyjeżdżający na Old Trafford menedżerowie powtarzają swoim piłkarzom frazę „oni są do wzięcia”, i chyba tylko ja wciąż się do tego nie przyzwyczaiłem – bo sądząc po niepewności, bijącej z trybun stadionu podczas spotkania ze Swansea, fani MU już się oswoili. Z drugiej strony wzbraniam się przed powtarzaniem raz jeszcze tej samej litanii tłumaczeń: drużyna ze słabościami znanymi już przed rokiem, niewzmocniona w czasie letniego okienka transferowego na skutek zaniedbań i niekompetencji nowego dyrektora Eda Woodwarda, drużyna trapiona kontuzjami (pomyślcie tylko, co by było, gdyby van Persie w poprzednim sezonie grał tak samo w kratkę jak obecnie), drużyna rywalizująca o miejsca w czołówce z przeciwnikami dużo silniejszymi niż rok wcześniej, w przypadku wczorajszego meczu dodatkowo drużyna z arcydługą listą nieobecnych (van Persie, Rooney, Vidić, Fellaini, Young, Jones, Rafael, Nani). Neil Warnock powiedział niedawno, że z tymi piłkarzami Jose Mourinho miałby wyniki równie mierne, co David Moyes.
Zostawmy jednak analizę wszystkiego, co poszło nie tak, na moment ewentualnej utraty cierpliwości przełożonych. Gdyby wśród nich był Daniel Levy, Moyes byłby bezrobotny już od jakiegoś kwartału, ale wychowani przez Fergusona i Charltona prezesi MU zachowują kamienne twarze. Nie wiemy oczywiście, co dzieje się za kulisami: jak wyglądają rozmowy menedżera z zarządem i co myśli o tym wszystkim sir Alex. Uspokaja pozostałych decydentów, nadal powtarzając, że Moyes potrzebuje czasu, czy rozmyśla o kolejnym rozwiązaniu? Jak często rozmawiają, i o czym – na ile młodszy Szkot pozostaje pod wpływem starszego, a na ile jest samodzielny?
Jedno, co trzeba oddać Manchesterowi United, to że w niewątpliwie kryzysowej sytuacji pozostaje nieprzejrzysty jak chińskie biuro polityczne. Oficjalnie wszystko jest wciąż w najlepszym porządku: David Moyes cieszy się poparciem zarządu i fanów, na Old Trafford wisi transparent z wizerunkiem „Wybranego”, a jego nazwisko pojawia się w kibicowskich pieśniach – nikt jeszcze buczeć nie zaczął. Nawet najbardziej rozplotkowane angielskie media nie szukają następców obecnego menedżera MU, a w tekstach wciąż się wspomina, ile lat zajęło Aleksowi Fergusonowi sięgnięcie po pierwsze trofeum w Anglii. Kiedy żegnał się z Old Trafford, w maju, sir Alex nie omieszkał przypomnieć, że kiedy drużynie pod jego kierownictwem kiepsko się wiodło, wspierał go zarówno klubowy zarząd, jak współpracownicy, piłkarze i kibice. „Wasze obecne zadanie to wspieranie nowego menedżera” – mówił do tysięcy obecnych wówczas na stadionie i niewątpliwie ta lekcja została odrobiona.
2. Twarde fakty są jednak takie, że z Pucharu Anglii na poziomie trzeciej rundy nie odparł nawet Wilf McGuiness, niesławnej pamięci pierwszy następca Matta Busby’ego. Że mistrzowie Anglii przegrali u siebie dwa mecze z rzędu, i to z drużynami, które nie dawały ostatnio zbyt wielu powodów, żeby się ich obawiać (o tym, jak Arsenal pokazał Tottenhamowi miejsce w szeregu, boleśnie weryfikując wartość zwycięstwa Kogutów na Old Trafford, napiszę pewnie jutro). Że w tym sezonie na własnym stadionie polegli już pięciokrotnie (pozostali triumfatorzy, obok Tottenhamu i Swansea, to WBA, Everton i Newcastle). Że ostatni raz tak nisko w lidze na początku stycznia byli, kiedy w Polsce zaczynała się reforma Balcerowicza. Że ich najdroższy tegoroczny zakup, Maroune Fellaini, swojego jedynego gola w tym sezonie strzelił dla Evertonu. Ktoś złośliwie napisał, że Manchester United w tym sezonie pozwala bić kolejne rekordy… przeciwnikom – Swansea przecież jeszcze nigdy dotąd tu nie wygrała.
Twarde fakty są jednak również takie, że trwa okienko transferowe, a jutro MU gra pierwszy mecz półfinałowy w Pucharze Ligi, z Sunderlandem. Idealny czas, żeby się odbić; żeby przypomnieć sobie, że dopiero co drużyna wygrała sześć meczów z rzędu. Poprzednie okienko Czerwone Diabły przespały, dyrektor Woodward uczył się dopiero swojego fachu, obecne, zimowe okienko, jest dla desperatów, czyli… właśnie dla nich.
3. Oczywiście w pierwszym rzędzie David Moyes potrzebuje zdrowych van Persiego, Rooneya, Carricka i Vidicia. W drugim jednak musi dokonać mocnego transferu. Takiego, jaki latem przeprowadził Arsene Wenger, sprowadzając do Arsenalu Mesuta Özila. Dobrą drużynę menedżer Arsenalu miał i bez Niemca, dzięki Özilowi jednak wszystkie te Ramseye i Wilshere’y naprawdę w to uwierzyły (a i sprowadzenie Flaminiego było tu nie od rzeczy). Pojawienie się na Old Trafford gwiazdy europejskiej piłki przemówi do głów trenujących tam piłkarzy mocniej niż sto pierwsza rozmowa motywująca ich menedżera.
Chodzi więc raczej o piłkarza już gotowego do bycia liderem, niż dopiero wdrażającego się do tej roli – bardziej, powiedzmy, Sneijdera czy Reusa (dorzucając Borussii Kagawę na otarcie łez?), niż Lallanę czy Barkleya. Z nazwisk, które tu wymieniam, widać, o którą pozycję chodzi przede wszystkim, choć nie neguję, że United wzmocniliby także prawy i lewy obrońca. O tej porze roku ci najlepsi nie będą się oczywiście kwapić do przeprowadzki, ale argumenty Manchesteru – przynajmniej te, które przemawiają najmocniej, argumenty finansowe – należą nadal do najmocniejszych w Europie.
Trzy ważne egzaminy Moyes zdał: poradził sobie w fazie grupowej Ligi Mistrzów, a po wylosowaniu Olympiakosu ma otwartą drogę do ćwierćfinału, opanował kryzys z Rooneyem, zaś wprowadzając do pierwszej drużyny Januzaja pokazał, że odważne stawianie na młodych może być nadal znakiem rozpoznawczym Manchesteru United w równym stopniu jak gra skrzydłami. Czwarty egzamin przed nim: po sześciu miesiącach pracy, podczas których miał okazję przyjrzeć się wszystkim grającym tu piłkarzom (jeśli spojrzycie na statystyki, będziecie musieli przyznać, że każdy bez wyjątku dostał swoją szansę), odcisnąć na drużynie ślad własnej osobowości – pozbyć się tych, którzy zawiedli, i sprowadzić na ich miejsce nowych. Ptaszki ćwierkają, że w Carrington odbywa się w tym tygodniu nadzwyczajne spotkanie wszystkich europejskich skautów MU. Wiadomo: Moyes musi kupić nie tylko czas.
PS O zwycięskim debiucie Solskjaera w Pucharze Anglii przeczytacie na Sport.pl.
Dodaj komentarz