Wyścig zbrojeń trwa, a najszybciej i bodaj najsensowniej nowych piłkarzy kupują Manchester United i Liverpool. W obu klubach trwa wielka przebudowa – Alex Ferguson może ostatni już raz w roli menedżera odmładza kadrę mistrzów Anglii, Kenny Dalglish z kolei buduje „swoją” ekipę, mającą przywrócić odwiecznym rywalom Czerwonych Diabłów charakter, którego pod poprzednimi szkoleniowcami (za Hodgsona i w ostatnich miesiącach Beniteza) brakowało, zwłaszcza kiedy kontuzjowani byli Carragher i Gerrard.
Dziś interesują mnie zwłaszcza zakupy Liverpoolu. Przypomnijmy: klub zasilili Charlie Adam i Jordan Henderson, wiadomo również o nieudanej próbie kupna Stewarta Downinga z Aston Villi – większość obserwatorów jest zdania, że także do tego transferu dojdzie w ciągu najbliższych tygodni (moim zdaniem, patrząc na obecną kadrę: nawet powinno). Z wypożyczenia do Juventusu wrócił Aquilani, ale raczej nie zagrzeje miejsca na dłużej, bo gołym okiem widać, że druga linia drużyny Dalglisha jest tyleż imponująca, co przeładowana środkowymi pomocnikami. Nawet jeśli przyjąć, że Steven Gerrard nadal borykał się będzie z kontuzjami (już wiadomo, że nie wybiera się z drużyną na azjatyckie tournee) i że menedżer postawi na jakiś wariant ustawienia 4-3-3 (z wysuniętym Carrollem i operującymi za jego plecami Suarezem i Kuytem), to miejsca w pierwszej jedenastce zostanie na trzech z puli: Gerrard, Adam, Meireles, Aquilani, Lucas, Henderson, Poulsen, o ładnie się prezentujących wiosną młodych Shelveyu czy Spearingu nie zapominając. Nie wymieniam Joe Cole’a i Maxi Rodrigueza, bo jednak ich można wykorzystywać także na skrzydłach, zresztą ten pierwszy (podobnie np. jak Jovanović) zapewne odejdzie.
Ciekaw jestem strasznie tego nowego Liverpoolu. W odróżnieniu od wielu czytelników tego bloga jestem przekonany do klasy Andy’ego Carrolla (zwłaszcza w pełni sił, przecież przychodził do klubu z niezaleczoną kontuzją), a zachwytów nad techniką Suareza trudno nie podzielać – podobnie jak nad walecznością i wszechstronnością Kuyta. Steven Gerrard od lat jest jednym z najlepszych piłkarzy na Wyspach, Charlie Adam zaimponował w ubiegłym roku zasięgiem i dokładnością podań (Liverpoolskie skojarzenie: Xabi Alonso), zwłaszcza z morderczych rzutów rożnych, podobnie jak bramkami. Jeśli idzie o te ostatnie, odblokował się Meireles. Lucasa kibice wybrali klubowym piłkarzem roku. Za Hendersona zapłacono zbyt dużo, żeby miał siedzieć na ławce – ale powiedzmy, że on może się załapywać do składu także jako prawoskrzydłowy.
Ciekaw jestem strasznie, bo kupiono Anglików, i to raczej w typie walczaka (a promowani przez Dalglisha wiosną wychowankowie, wspomniani Shelvey czy Spearing, także nie uciekają z nogami). „Strategia jest zawsze – tłumaczy w wywiadzie dla klubowej strony pomysł na tegoroczne transfery dyrektor Damien Comolli. – Chodziło o piłkarzy, którym przyglądaliśmy się od jakiegoś czasu, na pozycje, co do których mieliśmy poczucie, że są słabo obsadzone albo że mogą być lepiej obsadzone (także w sensie zwiększenia konkurencji). Ale chodziło także o dobranie piłkarzy, którzy pasowaliby do pewnego profilu, jeśli idzie o mentalność, postawę, pracowitość – wiek także nie jest bez znaczenia”. Najwyraźniej ci goście mają raczej ciężko pracować niż gwiazdorzyć, i patrząc na Adama czy Hendersona – wszystko się zgadza.
Lepsi ode mnie fachowcy od Liverpoolu wskazują na parę zalet Kenny’ego Dalglisha: nawet jeśli nie jest tak świetnym taktykiem, jak Rafa Benitez, to znakomicie potrafi trafiać do piłkarzy (od taktyki ma zresztą Steve’a Clarke’a, którego zazdroszczą mu chyba wszyscy menedżerowie Premier League – aż dziw, że ten facet pozostaje ciągle numerem dwa), zarówno każdego indywidualnie, jak całego zespołu, w sensie budowania team spirit. „Rywalizacja bez wrogości” – podsumowywał to, już po transferze Hendersona, Henry Winter, mając pewnie w tyle głowy również klubowy hymn „You’ll never walk alone”. Razem z nowymi piłkarzami, z tak inspirującym menedżerem, wspieranym przez dyrektora sportowego i właściciela, z więcej niż solidnym bramkarzem i błyskotliwymi bocznymi obrońcami (może jeszcze klasowy stoper by się przydał…) Liverpool zajdzie daleko.
Skomentuj ~etk87 Anuluj pisanie odpowiedzi