Nie spierajmy się o rzeczy oczywiste: Jose Mourinho wydał swoim podopiecznym polecenie złamania przepisów, a opowiadanie, że Jerzy Dudek troskliwie pytał Casillasa, czy nie boli go brzuch, obraża naszą inteligencję. Jak wyglądał ciąg wypadków, który doprowadził do usunięcia z boiska Xabiego Alonso i Sergio Ramosa, możemy obejrzeć tutaj. Jest rzeczą oczywistą, że dla pewnego już awansu Realu lepiej, by dwaj podstawowi piłkarze odcierpieli karę za kartki w ostatnim meczu grupowym niż w fazie pucharowej, gdzie Hiszpanie mogą trafić na rywala zdecydowanie groźniejszego niż Auxerre.
Nie spierajmy się więc o rzeczy oczywiste (działanie trenera i piłkarzy Realu było działaniem z premedytacją), a jedynie o to, czy Jose Mourinho okazał się strategicznym geniuszem, czy oszustem, zabijającym ducha piłki nożnej (a może okazał się kimś, kto połączył w sobie obie charakterystyki?). Czy można porównywać jego decyzję z zachowaniem Luisa Suareza w meczu Urugwaj-Ghana podczas mundialu w RPA; zachowaniem, którego – od razu powiem – broniłem wówczas w dyskusji na blogu? A z postępowaniem Iana Hollowaya, który na wyjazdowy mecz Blackpool z Aston Villą delegował do gry dziesięciu piłkarzy, którzy zwykle siedzą na ławce rezerwowych, bo trzy dni później miał grać mecz z West Hamem?
Wkraczamy na grząskie terytorium. Wtedy w RPA Suarez zachował się desperacko: zagrał ręką, ergo złamał przepisy, bo nie pozostało mu już nic innego, żeby ocalić swoją drużynę przed utratą gola. Kiedy ukarany czerwoną kartką schodził z boiska, płakał, bo był pewien, że wszystko stracone. I byłoby, gdyby tylko Gyan wykorzystał karnego…
Także Holloway nie poddał meczu z AV: owszem, oszczędził swoich najlepszych, ale zmiennicy zagrali świetny mecz i o mały włos nie przywieźli z Birmingham remisu. Owszem, przepisy Premier League mówią o obowiązku wystawienia w każdym spotkaniu najsilniejszego możliwego składu, ale z drugiej strony przy trzech meczach w tygodniu rotacja jest nieunikniona, a o podłożeniu się rywalowi nie mogło być mowy.
Dlaczego więc mam pretensje do Jose Mourinho? Przecież, jak napisał Steve Wilson, trener Realu w jakimś przewrotnym sensie działał w obrębie reguł, godząc się z karą, która w tej konkretnej sytuacji była dla niego mniej dotkliwa niż mogłaby być w przyszłości. Czy powinno się teraz tę karę wydłużyć, znowuż: zgodnie z przepisami (kodeks dyscyplinarny UEFA przewiduje możliwość zawieszenia zawodnika na więcej niż jedno spotkanie, jeśli uzna jego zachowanie za niesportowe), tylko dlatego, że mieliśmy do czynienia z lekcją wyjątkowego cynizmu, odbieraną przez miliony młodych ludzi (w tym kandydatów na młodych sportowców) na całym świecie?
Terytorium jest grząskie, bo sprawa dotyczy moralności, którą – jak bardzo by nas to nie bolało – w piłce nożnej dawno już poświęcono na rzecz skuteczności. A jednak można o niej dyskutować również nie uciekając się do fraz pełnych płomiennego oburzenia. Pozostając na poziomie przepisów: UEFA ma prawo zdyskwalifikować piłkarzy Realu na więcej niż jeden mecz, można więc powiedzieć, że kto mieczem wojuje, od miecza ginie. Dwa lata temu dwaj piłkarze Lyonu, Cris i Juninho, zostali ukarani finansowo za szukanie żółtej kartki w meczu z Fiorentiną – decyzja słuszna, ale połowiczna, bo nie o finansową dolegliwość tu chodzi (lista „grzeszników” jest zresztą dłuższa, jest na niej także David Beckham). Wilson zestawia wprawdzie incydenty z meczu Ajax-Real z kieszonkowcem patrzącym prosto w oczy ofierze, grzebiącym jej w spodniach, i z pogardą komentującym jakość krawieckiej roboty. Tyle że domaga się ukarania Wyjątkowego nie dlatego, że złamał przepisy, tylko dlatego, że zrobił z nas wyjątkowych głupków i że w związku z tym sam powinien teraz poczuć się jak głupek.
Skomentuj ~alasz Anuluj pisanie odpowiedzi