To powinna być romantyczna historia o pucharze pewnej ligi, której faworyci i giganci, bynajmniej nie traktując rozgrywek ulgowo, odpadają po drodze, robiąc miejsce w finale czwartoligowcowi i drużynie, która zaledwie rok temu zadebiutowała w najwyższej klasie. Powinna być, ale nie będzie, bo w jednym z meczów półfinałowych miało miejsce zdarzenie, które z romantyzmem nie ma kompletnie nic wspólnego.
Dwanaście minut przed końcem meczu Swansea-Chelsea, w którym goście, by marzyć o awansie do finału, musieli strzelić dwie bramki, futbolówka wypadła na aut. Jak zwykle w takich sytuacjach, pobiegł po nią jeden z ustawionych co kilkanaście metrów wzdłuż linii chłopców do podawania piłek. Słowo „pobiegł” byłoby w tym momencie nie na miejscu. Charlie Morgan, skądinąd syn dyrektora Swansea, opóźniał wznowienie gry, ociągając się z oddaniem piłki Edenowi Hazardowi. Ten, sfrustrowany zarówno grą swojej drużyny, jak wynikiem i bezlitośnie upływającym czasem, kopnął krnąbrnego chłopaka.
Co było dalej, mniej więcej wiadomo: sędzia pokazał Hazardowi czerwoną kartkę, a po meczu przedstawiciele Chelsea przepraszali, jak mogli. Charlie Morgan został zaproszony do ich szatni, gdzie rozmawiali z nim zarówno liderzy drużyny, Lampard i Terry, jak jej tymczasowy menedżer Rafa Benitez. W rozmowie z Edenem Hazardem chłopiec przeprosił za opóźnianie gry, a piłkarz za kopnięcie. Policja, która przesłuchała Charliego, uważa sprawę za zamkniętą. Chelsea – dla której jest to kolejny po procesie Terry’ego, przypadkowym postrzeleniu przez Cole’a jednego z gości ośrodka treningowego, ataku na sędziego Clattenburga czy menedżerskich karuzelach – fatalny problem wizerunkowy, zamierza prowadzić wewnętrzne dochodzenie, po którym nałoży na piłkarza karę dyscyplinarną. Dyskwalifikacja Hazarda przez FA wydaje się pewna: potrwa zapewne co najmniej pięć spotkań. Jej uzasadnienie jest oczywiste: profesjonalni piłkarze mają swoje obowiązki. W ich zachowaniu nie ma i nie może być miejsca na przemoc – nawet gdy są prowokowani. Jamie Carragher swego czasu odrzucił w stronę trybun monetę, którą trafił go jeden z chuliganów, i również wyleciał z boiska. Sportowcowi mniej wolno.
Okropnie się czuję, rozpisując się na ten temat: wolałbym, żeby piękna gra pozostała piękną i żeby w świat nie szły zdjęcia jednej z najjaśniejszych gwiazd angielskiej piłki kopiącej jakiegoś młodzieńca. Z drugiej strony wolałbym, żeby ów młodzieniec – podobnie jak jego koleżanki i koledzy – wywiązywał się ze swoich zadań w duchu fair play, i nie opóźniał wznowienia gry. Skoro rozmawiamy o zasłużonej dyskwalifikacji dla Hazarda powiedzmy też i to, że ukarany przez Swansea – np. odsunięciem od dalszego pełnienia swojej funkcji – powinien być również Charlie Morgan. Nawet jeśli gry na czas i udawania nauczyli go piłkarze.
„Czy świat piłki zwariował?”, pytał ktoś obsługujący oficjalny profil Chelsea na Twitterze, w pierwszym momencie próbując bronić zachowania Hazarda (później on także opublikował przeprosiny). Nie, nie zwariował. Niestety.
Skomentuj ~polskikibic Anuluj pisanie odpowiedzi