Ze zwalnianiem menedżerów jest jak ze złym sędziowaniem: jeśli cię kiedyś skrzywdzili, to innym razem możesz skorzystać na cudzej krzywdzie. Awrama Granta skrzywdzono w poprzedniej pracy (czy pisząc to wywołam burzę wśród kibiców Chelsea? wiem, że go nie cenili, ale moim zdaniem ten mało galaktyczny trener prowadząc galaktyczny zespół osiągnął oszałamiająco wiele: po strzale Terry’ego słupek dzielił go od wygrania Ligi Mistrzów…), podobnie jak skrzywdzono Paula Harta.
Portsmouth znalazło się na równi pochyłej w trakcie ubiegłego sezonu, po odejściu Harry’ego Redknappa i zwolnieniu Tony’ego Adamsa, ale Paul Hart w 14 meczach zdobył 17 punktów i zdołał się utrzymać w Premiership. Przyczyny kryzysu były zresztą pozasportowe: wiązały się z brakiem pieniędzy. Jeszcze w styczniu sprzedano Jermaina Defoe i Lassana Diarrę, w lecie odeszli Peter Crouch, Glen Johnson, Sol Campbell, Sylvain Distin, Niko Kranjcar i Sean Davis, ale nawet ta wielka wyprzedaż nie pozwoliła domknąć budżetu. Arabski biznesmen Sulejman Al Fahim po wielomiesięcznych ceregielach kupił klub w sierpniu, ale nie kwapił się do inwestowania. We wrześniu piłkarze dostali pieniądze z opóźnieniem, mówiło się o ogłoszeniu bankructwa, a w związku z niedotrzymaniem terminów w przelewach zaległych pieniędzy na konta innych klubów Portsmouth otrzymało zakaz transferów. Wkrótce Al Fahima zastąpił kolejny arabski biznesmen, Ali Al Faraj.

Fot. AFP/Onet.pl
Przez cały ten czas podziwiałem Paula Harta. Jak zauważył Harry Redknapp, ten znakomity trener młodzieży (w Leeds wychował Smitha, Harte’a czy Woodgate’a, w Nottingham Forest – Dawsona i Jenasa) nie prosił o posadę menedżera – w sytuacji podbramkowej został przymuszony do jej przyjęcia. Sezon rozpoczynał w atmosferze gigantycznej niepewności i z dnia na dzień pustoszejącej szatni (atmosferę panującą wśród piłkarzy z niezwykłą jak na ten świat szczerością opisywał David James), drużyna przegrywała, a on wciąż potrafił mobilizować zawodników do tego, by z meczu na mecz grali coraz lepiej, aż w końcu zaczęły przychodzić zwycięstwa. Nie miał pieniędzy na transfery, więc bazował na piłkarzach niesprawdzonych, podstarzałych lub wypożyczonych – i jakoś zbudował z nich zespół. O’Hara i Prince-Boateng w środku pomocy, nareszcie skuteczni Piquionne i Dindane w ataku, szkoda, że zbyt rzadko mógł ich wspierać walczący z kontuzją James.
Co ważne: mimo pasma porażek widać było, że piłkarze grają dla menedżera, że akurat do niego mają zaufanie i wierzą, że to właśnie on może ich wyciągnąć z kłopotów. To oczywiście kwestia subiektywnego przekonania, ale nie jaj jeden obstawiałem, że gdyby zwierzchnikom Harta wystarczyło nerwów, to za miesiąc-dwa drużyna wykaraskałaby się ze strefy spadkowej. Pomyśleć, że gdyby w sobotę Kevin Prince-Boateng wykorzystał karnego…
Pomyśleć, że gdyby piłkarze Liverpoolu dwukrotnie nie tracili bramki w ostatnich minutach meczów z Lyonem… Kolejny menedżer z kłopotami to przecież Rafa Benitez – choć zaraz po wyeliminowaniu z Ligi Mistrzów otrzymał mocne wotum zaufania od władz klubu. Czy był to wynik kalkulacji, wynikającej choćby z wysokości odszkodowania, jakie trzeba byłoby wypłacić komuś, kto zaledwie kilka miesięcy temu podpisał lukratywny, pięcioletni kontrakt? David Conn już oblicza: straty wywołane odpadnięciem z Champions League na tak wczesnym etapie idą w miliony funtów – zarówno premii od UEFA, jak dochodów z biletów. Owszem, kibice przyjdą też na mecze Europa League, ale tu rywale będą mniej atrakcyjni i bilety powinny być tańsze. Mając 300 milionów długu, trzeba liczyć się z każdym banknotem, a jeśli w klubie ma nie dojść do katastrofy: przede wszystkim awansować do Ligi Mistrzów w przyszłym sezonie. Mimo wszystko łatwiej to osiągnąć z Benitezem, kalkulują właściciele: nowy menedżer będzie chciał sprowadzić nowych piłkarzy, a nie zapowiada się, żeby w styczniu znalazły się na to pieniądze (owszem, pewnie na Anfield pojawi się jeszcze jeden napastnik, ale raczej niedrogi, np. van Nistelrooy).
Zauważcie: nie mówię w ogóle o upokorzeniu, jakie muszą czuć kibice tego wielkiego klubu na myśl o tym, że do lidera tabeli tracą już 13 punktów, a z Ligi Mistrzów odpadli, zanim faza grupowa w ogóle się skończyła. Kibice są zresztą z Benitezem, choć i to może się łatwo zmienić: w niedzielę derby z Evertonem na Goodison Park…
Jak kibice Portsmouth przywitają Awrama Granta? Ja życzę mu powodzenia, a drużynę ma poukładaną. Ale tak samo, jak z żalem żegnałem go po zwolnieniu z Chelsea, tak teraz z żalem żegnam Paula Harta.
Skomentuj ~lager Anuluj pisanie odpowiedzi