Od razu mówię: będzie obiektywnie, czyli nudno. Jeśli dam Wam okazję do pokłócenia się, to tylko sugerując rozwiązania alternatywne, bo nie sądzę, żeby w kwestii wyborów podstawowych, poza może – jak zwykle zresztą – prawym obrońcą, dało się tu coś zakwestionować. Oto najlepszych jedenastu piłkarzy Premier League w ubiegłym sezonie, w najbardziej uniwersalnym ustawieniu 4-2-3-1 i bez nadmiernego naciągania, tzn. przypisywania poszczególnych zawodników do miejsc, które zupełnie im nie odpowiadają.

W bramce Edwin van der Sar. Nie dyskutujemy, prawda? Raczej przypominamy kilka jego fenomenalnych interwencji. Kapitalny refleks i gra na linii, wzorowa współpraca z obrońcami, gigantyczne doświadczenie – ale, żeby było jasne, nie jest to nagroda za całokształt. Jak był ważny dla MU, przekonaliśmy się już w meczu z Blackburn, kiedy zastąpił go Kuszczak, ale na dobre przekonamy się w przyszłym roku. Jego dotychczasowi rywale – wymieniam Joe Harta, Petra Czecha, Alego Al-Habsi i Paula Robinsona – będą mieli wówczas nieporównanie większe pole do popisu. Bramkarz MC przez większą część sezonu spisywał się rewelacyjnie (wspomnę choćby jego niewiarygodne interwencje z inauguracyjnego meczu z Tottenhamem), ale zdarzyło mu się kilka nieprzyjemnych wpadek, Robinson i Al-Habsi zachowywali się znakomicie w sytuacjach beznadziejnych (gdyby nie oni, zdarzyłyby się pewnie mecze Blackburn i Wigan, w których rywale strzelaliby po dziesięć goli), ale i tak wpuścili bramek co niemiara. Najrówniejszy z tego był Czech; najrówniejszy, ale słabszy od van der Sara.
Prawa obrona: jakoś jest tak, że od lat, kiedy bawię się w układanie jedenastki roku, największy problem mam z obsadą tej pozycji. Niejako z automatu mógłbym odpowiedzieć: Bacary Sagna, który jednak w tym sezonie grał gorzej niż rok, a zwłaszcza dwa lata temu. Pragnienie ekscesu skłania do podania nazwiska wypożyczonego z Tottenhamu do AV i powoływanego już do reprezentacji Anglii Kyle’a Walkera. W Liverpoolu są Glen Johnson i Martin Kelly, ale obaj mieli kłopoty z kontuzjami. W MU z kolei bracia da Silva, obaj jednak popełniający zbyt dużo błędów w grze obronnej. Świetne momenty mieli Stephen Carr z Birmingham i, zwłaszcza w końcówce sezonu, Micah Richards w MC. Mój typ jednak to Branislav Ivanović, za solidność bez błyskotliwości i przydatność pod obiema bramkami.
Środek obrony: z trzech kandydatów, zdecydowanie wyrastających ponad resztę, moi faworyci to: niegalaktyczny, ale kosmiczny Vincent Kompany i Nemanja Vidić, z poczuciem, że uzasadnienie jest zbędne. Michael Dawson będzie musiał poczekać; podobnie jak ci z dalszych miejsc: Gary Cahill, Roger Johnson czy, o zgrozo, Robert Huth.
Na lewej obronie mógłbym oczywiście umieścić Garetha Bale’a, rozwiązując w ten sposób problem nieznalezienia miejsca w mojej jedenastce dla zawodnika wybranego piłkarzem roku przez kolegów-zawodowców. Ale, po pierwsze, większą część sezonu Walijczyk grał w drugiej linii, a po drugie, wiosną, po kontuzji, nie wrócił już do wcześniejszej formy. Patrząc na statystyki (np. przejęć piłki, w których był najlepszy w lidze), mógłbym też upychać tu niedocenianego Benoit Assou-Ekotto, ale pamiętam również, jak raz czy drugi Kameruńczyk zagapił się przy pułapce ofsajdowej albo faulował w polu karnym. Tradycyjnie bezpieczny wybór to Patrice Evra, na swoim poziomie grał Ashley Cole, prawdziwym odkryciem był Jose Enrique z Newcastle, na którego podobno zagiął już parol Liverpool. Ale nad nimi wszystkimi góruje Leighton Baines, równoważący wszystkie cechy idealnego bocznego obrońcy: odpowiedzialność w defensywie i zaangażowanie w akcje ofensywne, kończone celnymi dośrodkowaniami (aż jedenaście asyst!). Dodajmy, że piłkarz Evertonu jest jednym z najlepszych w ekstraklasie wykonawcą rzutów wolnych.
Środek pomocy: Scott Parker i Charlie Adam, piłkarze roku grający w drużynach zdegradowanych. Za odbiór piłki, kontrolowaną agresję, nieustępliwość, za ciąg na bramkę, za gole i asysty, za charakter, podrywanie kolegów do walki – słowem za wszystko to, za co kochamy angielską piłkę. Od razu dodam, żeby dopełnić: przed nimi Luka Modrić, Wayne Rooney i Carlos Tevez. Wiem: oznacza to brak miejsca dla Nigela de Jonga, Jacka Wilshere’a i Davida Silvy, którzy mieli fenomenalny sezon, albo dla Naniego, Rafaela van der Vaarta czy Ryana Giggsa, którzy mieli sezon zaledwie nieco gorszy (ale też Ashleya Younga, Dirka Kuyta albo pary Samir Nasri – Luis Suarez: piłkarz z Urugwaju wiosną, po transferze do Liverpoolu, był tak dobry jak Francuz jesienią…). Stawiam jednak na Chorwata, Anglika i Argentyńczyka, uzasadniając to podobnie, jak w przypadku Parkera i Adama: techniczny geniusz można spotkać wszędzie, ale etos, waleczność i serce do gry odróżniają tę ligę od pozostałych w Europie.
Na szpicy Javier Hernandez, transfer roku, biorąc pod uwagę stosunek ceny do jakości. Człowiek, który wypchnął z wyjściowej jedenastki MU najlepszego strzelca w tym sezonie, Dymitara Berbatowa (również poważny kandydat do znalezienia się w jedenastce roku, podobnie jak Peter Odenwingie, kolejny transfer roku, walnie przyczyniający się do utrzymania West Bromwich w Premier League, Darren Bent czy zbyt długo kontuzjowany niestety Robin van Persie). Człowiek, który nie tylko strzela, ale też haruje, biegając niemal bez przerwy. I który potrafi rozstrzygnąć o wyniku w pierwszej (z Chelsea) i ostatniej (Wolves, Everton) minucie. Czy w sobotę czeka go kolejny wielki mecz?
Skomentuj ~Golden_Guy Anuluj pisanie odpowiedzi