Zdaje się, że w Polsce nikt jeszcze o tym nie pisał: za kilka dni w Słowenii odbędzie się młodzieżowy turniej piłkarski, sędziowany w ramach eksperymentu FIFA i UEFA przez sześcioosobowe ekipy arbitrów (dwaj dodatkowi sędziowie mają stanąć za bramkami).
Zanim jednak napiszę o tym parę słów, wyjaśnienie dla stałych gości tego bloga: czasem tak się zdarza, że moje wpisy trafiają na stronę główną Onetu. Przyciągają wówczas grupę czytelników przypadkowych, nie zawsze zainteresowanych prowadzeniem spokojnej rozmowy. Stąd się wzięła przedwczorajsza burza pod wpisem o nienawiści kibiców, stąd ubiegłotygodniowe zamieszanie pod wpisem o sędziowaniu właśnie. Jeśli miałbym odpowiadać na niektóre pojawiające przy tej okazji komentarze (zakładając oczywiście, że ich autorzy jeszcze mnie odwiedzą), powiedziałbym, że nie nakłoniły mnie do zmiany poglądów. Geraltowi wyjaśniłbym tylko, że nie wzywam do oglądania meczów w garniturze i z wysokości ekskluzywnej loży. Ja również boleję nad tym, że ten sport staje się coraz częściej sportem dla bogatych – niejednokrotnie zresztą o tym pisałem. Zgadzam się, że wykształcenie, wysokie zarobki i inteligencja nie gwarantują ani uczciwości, ani kultury, a jeśli do czegoś wzywam (mówiąc zresztą o angielskim, nie polskim przykładzie), to jedynie do przestrzegania prawa. Z wdzięcznością przyjmuję wypowiedź warszawiaka, odpierającego część zarzutów pod moim adresem. Rzeczywiście uważam, że futbol to nie wojna i że kibicowanie nie musi się wiązać z przemocą, nienawiścią i polowaniem na kibiców albo piłkarzy rywali. Tylko tyle. Nie apeluję o wszechogarniającą zgodę kibiców, choć z przyjemnością rejestruję momenty, w których fani przegrywającej drużyny potrafią bić brawo zwycięzcom: dla mnie to przejaw klasy, nie słabości. No i nie mam złudzeń: nikogo swoim pisaniem nie przekonam.
Inna sprawa, że myślałem, iż powiemy więcej o Solu Campbellu. W sprawie tego, co usłyszał z ust kibiców Tottenhamu podczas ubiegłotygodniowego meczu z Portsmouth są bowiem nowe fakty, zwłaszcza wypowiedź prezesa Football Association Lorda Triesmana, domagającego się od władz „klubu, który kochał i któremu kibicował całe życie” zdecydowanych działań przeciwko ludziom, którzy go znieważali – z dożywotnim zakazem stadionowym włącznie. To też jest rodzaj odpowiedzi krytykom „Nienawiści”.
Co się zaś tyczy dodatkowych sędziów na turnieju w Słowenii: mają śledzić przede wszystkim incydenty w polu karnym, sprawdzać, czy piłka przekroczyła całym obwodem linię, pilnować, czy ktoś nie udaje sfaulowanego albo przeciwnie: nie ciągnie rywala za koszulkę licząc na to, że sędzia patrzy gdzie indziej. Wszystko odbędzie się między 10 a 15 października, podczas miniturnieju eliminacji mistrzostw Europy do lat 19, z udziałem Słowenii, Słowacji, Norwegii i Armenii. Na miejscu będą pracować dwie rozbudowane ekipy sędziowskie, eksperyment ma następnie zostać powtórzony podczas kolejnych dwóch miniturniejów. Jeśli jego wyniki zadowolą organizatorów, zostaną poddane pod dyskusję IFAB (International FA Board, która decyduje o zmianach przepisów gry w piłkę; obejmuje cztery brytyjskie związki piłkarskie i FIFA, która również dysponuje czterema głosami – do zmiany przepisów potrzebnych jest sześć głosów).
Reformy sędziowania nie należy się spodziewać szybko – wiadomo, że władze angielskiej piłki, podobnie jak Szkoci, opowiadają się raczej za eksperymentami z analizującym powtórki „sędzią telewizyjnym”, a na razie stawiają na promocję kampanii szacunku dla arbitrów. Przyznam jednak, że będę czekał na wieści ze Słowenii. Jednym z powodów, dla których ten pomysł mi się podoba, jest to, że mimo gwałtownego rozwoju technologii szanuje coś, co zawsze było dla piłki najważniejsze: to nadal ma być sport dla ludzi i oceniany przez ludzi – nie maszyny.
PS Jeszcze w sprawie kibicowania: polecam wpis Roberta Błaszczaka na jego blogu. O tym samym, od jeszcze innej strony.
Skomentuj ~zwz Anuluj pisanie odpowiedzi