Tak, tak, słyszałem, że wykonało się, szatan pokonany i odtąd świat piłki nożnej ma wyglądać kompletnie inaczej – entuzjazm, z jakim przyjęto wczorajszą wiadomość o tym, że Sepp Blatter podał się do dymisji, był w istocie porównywalny z entuzjazmem młodych ewangelizatorów z Oazy. Tyle że dla mnie funkcjonowanie ostatniego prezydenta FIFA było raczej objawem choroby, która toczy tę organizację jeszcze od czasów Joao Havelange’a, niż jej przyczyną. O tym, dlaczego tak uważam, napisałem w ostatnim numerze „Tygodnika Powszechnego”: po uwłaszczeniu się FIFA na futbolu, po zapewnieniu sobie monopolu na prawa marketingowe i telewizyjne do tak łakomego kąska, jakim są piłkarskie mistrzostwa świata, po uzależnieniu w związku z tym od siebie sponsorów mundiali i polityków, ubiegających się o prawo do ich organizacji (w obu przypadkach – i sponsorów, i krajów – chętnych jest zawsze więcej, niż FIFA potrzebuje), zuryska centrala zyskała ogromną władzę. Władzę, która do czasu środowych aresztowań pozostawała wyjęta spod wpływu świata zewnętrznego: niezależnie od liczby tekstów i programów telewizyjnych poświęconych przekrętom w FIFA, organizacja ta, jakże chętnie porównywana z mafią, trwała w najlepsze.
Trwała i, obawiam się, będzie trwała nadal. Że amerykańskie i szwajcarskie śledztwa doprowadzą do upadku niejednego piłkarskiego barona, to oczywiście pięknie. Że Sepp Blatter podał się do dymisji, to również pięknie – być może uprzedził cios, mający nadejść ze strony amerykańskich śledczych, być może szalę przeważyły podejrzenia rzucone na sekretarza generalnego Jerome’a Valcke’a w związku z nieprawidłowościami przy organizacji mundialu w RPA. Ale w korupcyjnej kulturze tkwili przecież nie tylko Blatter i Valcke. Głosy poparcia w wyborach na prezydenta FIFA kupowano tak samo, jak głosy poparcia dla krajów-organizatorów mistrzostw. Ci, którzy tymi głosami handlowali, pozostają nadal prominentnymi przedstawicielami organizacji – i tak samo jak w piątek masowo poparli kandydaturę Blattera, tak teraz będą rozstrzygać o wyborze jego następcy. O tym, z jakimi ludźmi mamy do czynienia, jakie mają zaplecze i jakie panują nastroje z dala od Zurychu, wspomniał na blogu Rafał Stec, opisując fetę, jaką w Port au Spain zgotowano wychodzącemu za kaucją Jackowi Warnerowi.
Dla światowej federacji piłkarskiej najbliższe pół roku to kolejna kampania wyborcza – czytaj: kolejny handel głosami. To kiepski czas dla ewangelizatorów.
Skomentuj vandermerwe Anuluj pisanie odpowiedzi