Wzbierało to we mnie od miesięcy. Co weekend (a z Ligą Mistrzów i częściej) mecz Realu, co weekend informacje o bramkach Ronaldo: jednej, dwóch, trzech, w sumie uzbierały się bodaj siedemdziesiąt cztery w skali roku. I co weekend dowcipy o żelu. Ja wiem, że mieliśmy mnóstwo czasu, żeby utrwalić stereotyp, i że sam przed czterema laty, przed moskiewskim finałem Ligi Mistrzów pisałem o tym, że mam z Ronaldo kłopot, bo jak w nikim innym widzę w nim dwie twarze futbolu: pierwszą, za którą ten sport kocham, i drugą, o której chciałbym zapomnieć. Pierwsza była i jest oczywista: Portugalczyk ma fenomenalne przyspieszenie, świetny drybling (słynne kroczki, tyle razy analizowane przez obrońców całej Europy, wciąż przecież działają…), precyzyjne dośrodkowanie, atomowy strzał z woleja, kapitalną główkę i rzut wolny, po którym lecąca nad murem piłka ląduje w okienku. Strzela bramki z karnych i wolnych, zza pola karnego i z szesnastki, prawą i lewą nogą (prawą częściej), a także głową czy nawet… plecami. Słowem: jako piłkarz umie wszystko, a dzięki temu, jak zachowuje się na boisku (te pantomimy radości i bólu, oczy wzniesione ku niebu, czasem łzy), ożywia otaczający go świat coraz lepiej funkcjonujących cyborgów.
Druga twarz futbolu? Wtedy pisałem o ćwierćfinale mundialu, podczas którego zmusił sędziego do usunięcia Rooneya z boiska, a potem triumfalnie puścił oko do portugalskiej ławki. I o tym, jak nieraz zwijał się z bólu udając sfaulowanego, jak wymuszał karne, prowokował rywali, nagabywał sędziów… „W jakimś sensie Ronaldo jest ucieleśnieniem współczesnej piłki: nienagannym technicznie, szybkim, o uśmiechu jak z reklamy pasty do zębów i, niestety, nie całkiem uczciwym” – to przedostatni cytat z tekstu sprzed czterech lat. Ostatnim będzie obserwacja, że może tacy piłkarze są potrzebni nie tylko po to, by budzić uwielbienie, ale także by koncentrować nienawiść tłumu? Dziś w Warszawie buczano na niego niemiłosiernie; robili to nie tylko Czesi, ale także Polacy. Za co?
Rzecz w tym, że mnóstwo się zmieniło. Ronaldo nie jest oszustem, nie nadużywa brudnych sztuczek, nie psuje współczesnej piłki. Gdziekolwiek ustawi się go na boisku (dziś grał zarówno jako lewoskrzydłowy, jak i jako cofnięty i wysunięty napastnik, schodził też na prawe skrzydło), nie zawodzi. Nie ma co rozgadywać tego, co widać gołym okiem: gra fantastycznie, samemu przesądza o wynikach meczów, choć przecież pozostaje częścią drużyny – nie tylko dlatego, że potrafi również podać (dziś wyborną piłkę od niego zepsuł Meireles), ale również dlatego, że ściągając na siebie uwagę dwóch-trzech rywali (dziś bywało ich nawet pięciu), odciąża kolegów. Owszem: kiedy jest ustawiony na skrzydle, nie wraca za bocznym obrońcą, nie wspiera Fabio Coentrao. Owszem (zwrócił na to uwagę nieoceniony Jonathan Wilson): wszystkie stracone przez Portugalię gole na tym turnieju padły po akcjach „jego” stroną: jedno dośrodkowanie do Gomeza i dwa do Bendtnera, plus szarża Robbena, podającego do van der Vaarta. Owszem: jak nie dostanie dobrego podania, strzela focha (a inni tego nie robią?). Ale, po pierwsze, kiedy Ronaldo schodzi ze skrzydła do środka, na zwolnione przezeń miejsce pojawia się ktoś inny, lepiej usposobiony do pracy w defensywie (dziś tak pracował po lewej stronie Meireles), po drugie zaś: wszystkim, co robi w ofensywie, odpracowuje z nawiązką braki w grze obronnej.
Ale hejterzy Ronaldo hejtują go z zupełnie innych powodów. Chodzi o fryzurę i szerzej: niemęską rzekomo dbałość o własny wygląd. To dlatego ta „Krystyna”, prawda chłopaki? Bo przedstawicielom naszej płci nie wypada być aż tak zadbanym? Zastanawiam się tylko, dlaczego nie śmiejecie się równie mocno z facetów z hektarami wypieszczonych tatuaży? W czym żel jest gorszy od farby, a brak zarostu od wystylizowanej bródki? No i dlaczego nie nabijacie się z wyjątkowo niemęskiego zwyczaju zmieniania strojów na świeże przed rozpoczęciem drugiej połowy? Przecież prawdziwy mężczyzna powinien być brudasem, mieć brzuchol i nieświeży oddech, wtedy dopiero nadawałby się na idola, czyż nie tak?
Nawet jeśli dziś walny wkład w zwycięstwo Portugalii miał znakomity Joao Moutinho, nawet jeśli w dobrym tonie wśród futbolowej braci jest komplementowanie raczej specjalistów od odbioru i ostatniego podania (Pirlo, Iniesta, Modrić), albo wręcz od wślizgu (Hummels), powiem to raz a porządnie: zachwycam się Cristiano Ronaldo.
Skomentuj ~Lukasz B Anuluj pisanie odpowiedzi