Dziennik Mundialu: inkwizytor Puyol

Jest dopiero dwudziesta pierwsza minuta, a ja zabieram się do pisania o tym, dlaczego ten mecz zakończy się podobnie jak finał Mistrzostw Europy: porażką Niemców. Zabieram się zresztą nie bez zawstydzenia: obie drużyny oglądałem na tym mundialu wyjątkowo uważnie i wydawało mi się, że nic mnie w ich grze nie będzie w stanie zaskoczyć. Najwyraźniej nie mieściło mi się w głowie, że wystarczy zrezygnować z Fernando Torresa (pracowitego przecież w poprzednich spotkaniach, mimo ewidentnych braków w kondycji i czuciu piłki), a Hiszpania odżyje, przede wszystkim zaś: że wreszcie zacznie atakować szerzej niż do tej pory.

Tak, to prawda: nie było dotąd na tym mundialu drużyny, która grałaby równie pięknie jak Niemcy (a już na pewno nie była tą drużyną Hiszpania). W tym przypadku okrucieństwo futbolu polega jednak na tym, że mundial to nie liga, w której może powinąć ci się noga, a i tak zdołasz to sobie odrobić w następnej kolejce: w turnieju każdy mecz jest meczem o życie. Żeby odwołać się do Euro sprzed dwóch lat: fenomenalna Holandia w jednym jedynym meczu zagrała słabiej i do półfinału przedarła się Rosja.

Dopisuję ten akapit w przerwie, ze świadomością, że w ciągu ostatnich kilkunastu minut Niemcy odzyskali inicjatywę i że być może w drugiej połowie dostaną konieczny rozpęd – zwłaszcza jeśli Trochowskiego zmieni Kroos, chyba jednak dynamiczniejszy, a wnoszący jeszcze wartość dodaną w postaci rzutów wolnych i rogów, które mimo młodego wieku wykonuje jak mało kto w kadrze Loewa. Równocześnie widzę, jak ciężko idzie ich drugiej linii, kiedy ma naprzeciwko siebie dwóch defensywnych pomocników (ani Anglia, ani Argentyna nie grały w tym ustawieniu…), kiedy Ozil jest uważnie pilnowany, a Trochowski zbyt często jak na mój gust schodzi do środka. Słowa uznania dla Khediry, dziś lepszego nawet od Schweinsteigera i przerywającego większość ataków Hiszpanii – ale na przerywaniu to, co dobre w grze Niemców się kończy. Boateng przy tak aktywnym Pedro nie może sobie pozwolić na wspieranie Podolskiego, a tego, by Lahm nie szarżował, pilnuje Iniesta.

Wiele mówiło się o „red zone”, którą w meczu Szwajcaria-Hiszpania wyznaczył Otmar Hitzfeld („podawajcie sobie piłkę do woli, ale nie między naszymi liniami obrony i pomocy – tu Iniesta i Xavi nie mogą mieć nawet milimetra wolnego miejsca”); Niemcy nie spróbowali pójść śladem drużyny prowadzonej przez swojego krajana i pozwalali Hiszpanom grać swoje. To już dopisuję po meczu: że świetnie zagrał Xabi Alonso, kolejny postrach „czerwonej strefy”, kilkakrotnie uderzający na bramkę Neuera zza pola karnego i świetnie rozdzielający piłki na skrzydła. Że tym razem hiszpańskie podania, choć jak zwykle bajeczne, nie sprawiały wrażenia sztuki dla sztuki. Że piłkarze del Bosque imponowali pressingiem. Słowem: że właściwie przez cały mecz wychodziło im wszystko, z wyjątkiem tego jednego strzału na bramkę, którego doczekali się w końcu z najbardziej nieprawdopodobnej strony.

„Nikt nie spodziewał się hiszpańskiej inkwizycji” – frazę z Monty Pythona przywołał Henry Winter na twitterze, a ja zagarniam ją na tytuł, bo Opta podała natychmiast, że w trzynastym meczu Carlesa Puyola na jego trzecim mundialu stoper Barcelony dopiero po raz pierwszy uderzył celnie… Zwróćcie uwagę: gol padł po rzucie rożnym, ale wykonanym inaczej niż większość hiszpańskich rogów, bo zazwyczaj Iniesta i Xavi szukali krótkiego rozegrania. Detale, o wszystkim rozstrzygają detale. Właściwie o tym, że Hiszpanie wcale nie muszą wygrać, pomyślałem tylko raz: kiedy w 83. minucie, już przy stanie 1:0, Pedro nie podał do Torresa, a wychodzili z kontrą we dwójkę przeciwko jednemu obrońcy. Bóg futbolu powinien przecież karać za takie marnotrawstwo…

Ale wyznam i to: gdyby przed mundialem ktoś mi powiedział, że w finale zagrają Hiszpanie z Holendrami, byłbym zachwycony. Gdyby ktoś mi powiedział z kolei, że będę żałował odpadnięcia w półfinale Niemiec i Urugwaju, popukałbym się w czoło. Zaczynam podejrzewać, że zapomnę o tym mundialu szybciej niż o poprzednich, ale podczas jego trwania nauczyłem się z pewnością, że stereotypy nie żyją wiecznie. W RPA ani Niemcy nie przypominali walca, ani Urugwajczycy nie grali brutalnie, ani Holendrzy nie atakowali bez opamiętania – i tylko Hiszpanie, mimo iż tak tak się męczyli w drodze do finału, ostatecznie odnaleźli się w roli, którą znamy i kochamy od tylu lat. Przepis na zwycięstwo z Holandią: zostawić Torresa na ławce.

Komentarze

24 odpowiedzi do „Dziennik Mundialu: inkwizytor Puyol”

  1. Awatar ~Bandzior
    ~Bandzior

    Nie wiem czy ktoś mi uwierzy, ale chciałem postawić, że Puyol strzeli dziś gola 😉 Niestety u żadnego internetowego book konta nie mam, a na STSie takiego zakładu nie oferowali. Szkoda..Hiszpania rzeczywiście bez Torresa radziła sobie świetnie. I mimo, że ciężko wybaczyć Pedro jego błędu(po akcji wyglądał na człowieka, który już raczej swojej zbrodni nie powtórzy), to trzeba przyznać, że zagrał świetnie. A co do Niemców(których przyznam się-nie lubię od zawsze i mówię tu tylko o piłkarzach), to po raz pierwszy trafili na drużynę bez rażących luk. Anglia grała po prostu marnie( a i tak nie wiadomo co by było gdyby..), Argentyna obronę miała kiepską personalnie i na dodatek tragicznie nieułożoną. Dopiero przeciwnik z najwyższej półki(niewielu ich na tym mundialu) pokazał, że nie stali się Niemcy drużyna naprawdę ofensywną i jeszcze trochę nauki przed ich młodymi graczami.To mój finał marzeń(dwie absolutnie ulubione drużyny) i nawet pomimo nieholenderskości Holandii jestem uradowany takim finałem. Będę jednak za Hiszpanami, gdyż to oni oferują więcej na boisku.

  2. Awatar ~me262schwalbe
    ~me262schwalbe

    ośmiornica się jednak nie myliła … to że Puyol jest groźny przy stałych fragmentach gry wiadomo było od dawna, a jeśli nawet Niemcy nie wierzyli, to powinni sobie to przypomnieć po rzucie rożnym około 13 minuty. Ogólnie wg mnie Hiszpanie lepsi w każdym calu, na każdej pozycji; jednak ogólnie nie nie na tyle lepsi, żeby wygrać w sumie wyraźniej niż Holendrzy z Urusami. Nie rozumiem uprzedzenia ALASZa do niby symulowania Hiszpanów. Mecz bardzo czysty, doprawdy na tym etapie to po prostu fenomen.

  3. Awatar ~mak
    ~mak

    Symbol meczu: Schweinsteiger, który został jako ostatni na murawie, płacząc i ściskając w garści koszulkę Iniesty. Bo wymienili się koszulkami jak Dawid z Goliatem; bo to był mecz czysty i otwarty; bo Torres na ławce był pogruchotaną w bitwie pod Lepanto lewą ręką Cervantesa, która pozwoliła prawej rozkwitnąć; bo Cervantesowego „czas nie płynie – czas trwa” pięknie dowiedli i Hiszpanie, pokazując, że minuta to tylko 60 podań piłki, nic więcej, i Niemcy, nie panikując mimo zbliżającej się 90 minuty, tylko niezmiennie atakując; bo obie drużyny zachowały się tak, jakby mecz był kościołem La Sagrada Familia, którego budowa się nie kończy, więc nikt nie faulował na żółte kartki, nikt nie tracił nerwów, nikt nie luzował taktycznej dyscypliny; bo pauzujący Muller – taki prosty drwal w zestawieniu z precyzyjnymi chirurgami u przeciwnika – był być może tym, którego brak uczynił różnicę; bo mądry Puyol nie przepychał się z niemieckimi obrońcami na piątym metrze, tylko poczekał na szesnastym, aż piłka wzleci nad pole karne, dopiero ruszył – czyli był Kolumbem, który nie wypłynął Santa Marią na burzliwy ocean, tylko podniósł ją i poczekał aż Ziemia się obróci.

  4. Awatar ~Tomas_h
    ~Tomas_h

    Fajny wpis. I nigdy bym nie przypuszczał że to kiedyś napiszę – żal mi Niemców. No po prostu szkoda. Po tym wszystkim, po tych pieknych bramkach, grze i atmosferze … Szkoda.

  5. Awatar ~Patrycy
    ~Patrycy

    Zapytany przed mundialem o typy na finał, odpowiadałem: 'Chciałbym, żeby w finale zagrali Holendrzy z Hiszpanami, ale to niemożliwe’. :-)Całe szczęście, że „Impossible is nothing” :-)Pozdrawiam

  6. Awatar ~Piotr
    ~Piotr

    Dziwny Mundial ale dla mnie jeden z najpiękniejszych Holandia i Hiszpania niby nie grają tak genialnie jak potrafią czy wskazywałyby nazwiska w składzie ale za to wreszcie są wyniki wreszcie potrafią wygrać mecze w których im nie idzie. A Niemcy chyba mają kompleks drużyn z południa Europy przerywają z drużynami z Bałkanów Chorwacja, Serbia, z Włochami to mają stary kompleks na wielkich turniejach półfinał 1970 i 2006 roku , finał 1982 roku a teraz jeszcze doszła Hiszpania jedynie z Portugalią sobie radzili w ważnych meczach. W finale faworytem wydaje się być Hiszpania coraz wyższa forma Casillasa na bramce i na pewno pewniejsza obrona i szersza ławka niż u Oranje to chyba największe atuty zespołu del Bosque a jak będzie zobaczymy 11 lipca.

  7. Awatar ~El Maniaco
    ~El Maniaco

    Dominacja Hiszpanii na tym Mundialu jest niesamowita, a ich gra tak pewna i nie pozostawiająca złudzeń przeciwnikom jakby grali w innej lidze. Może nie grają tak „pięknie” wizualnie jak na Euro, ale moim zdaniem jeszcze lepiej i właśnie pewniej. Mogliby może jedynie strzelać więcej bramek (a sytuacje ku temu w każdym meczu mają), żeby nie dawać pożywki wiecznym malkontentom, którzy potem wygadują kacapoły, że wygrywają niezasłużenie, szczęśliwie, itp., jakby nie oglądali meczu. Ale nieważne – ważne jest tylko zdobycie Pucharu, a co do tego nie mam akurat żadnych wątpliwości (chociaż Holandię doceniam i szanuję – btw finał marzeń – żadnych Brazylii, Niemców, a przede wszystkim Włochów:), no cudo po prostu!).

    1. Awatar ~zwz
      ~zwz

      Eeee tam. 1:0, 1:0, 1:0 to ma być dominacja? Są dobrzy, potrafią wymęczyć zwycięstwo, ale bez przesady. Przez takich finalistów mundial ogląda się bez emocji. Historyczne marki to za mało.

      1. Awatar ~El Maniaco
        ~El Maniaco

        No to co, że 1:0? Pewnie nie widziałeś tych meczów, ale w żadnym z nich ich zwycięstwo nie było ani przez moment zagrożone (tak, nawet w momencie jak Paragwaj dostał karnego, było widać, że Hiszpanie i tak strzelą o jednego więcej, bo zwyczajnie są o klasę lepsi), a Niemców po prostu zmiażdżyli – chociaż do statystyk poszło „tylko” 1:0. Ale spox – jestem dziwnie pewien, że Holandii strzelą więcej:))).

  8. Awatar ~okonski
    ~okonski

    Panie Okonski kim Pan w ogole jest?

  9. Awatar ~Roman Hurkowski
    ~Roman Hurkowski

    Pan Michal jak zwykle w wielkiej formie, najlepszy chyba Polak na tych mistrzostwach świata, ale… Jednak Hiszpania ze Szwajacarią zagrala o niebo gorzej niz z Niemcami. I to nie dlatego, że… „gra sie tak, jak przeciwnik pozwala”. Czy tez nie pozwala. Tzw. turniejowosc Hiszpanii sprawdziła się w najwazniejszym momencie. Bo zagrac najlepiej, jak sie potrafi, wlasnie w najbardziej potrzebnym czasie, przeciw najtrudniejszym rywalom, to sztuka dostepna tylko dla wirtuozow. To byl prawdopodobnie najlepszy na reprezentacyjnym szczeblu mecz w dziejach państwa Hiszpania. Niemcy wczesniej takie „najwazniejsze momenty” mieli dwa (kontra Anglikom i Argentynczykom), wiec tez to trzeba zrozumiec. Niezaleznie od absencji Muellera Wielkiego II, ale… absencje to tez poetyka mundialu. Nie krzyczcie w kazdym razie na Niemcow teraz, jak i na Argentynczykow za mecz z Niemcami, lecz raczej doceniajcie i smakujcie klase Niemcow wtedy i Hiszpanow teraz! Pozdrowienia Roman Hurkowski

    1. Awatar Michał Okoński
      Michał Okoński

      O, taki znakomity gość, witam serdecznie :-)Z tezą, że to prawdopodobnie najlepszy mecz Hiszpanów na reprezentacyjnym szczeblu chętnie się zgodzę: niemal bezbłędny w defensywie i obłędny w konstruowaniu akcji (ktoś napisał o 3xP, czyli pressing, podania i… Puyol); podania nie z tej ziemi, zwłaszcza Iniesty, no i Xaviego, który – jak wyliczyła Opta – średnio co 46 sekund był przy piłce. Dodałbym jeszcze czwarte P: przewagę. Za każdym razem Hiszpanie w środku mieli jednego piłkarza więcej niż Niemcy – tego akurat piłkarze Loewa przez całe mistrzostwa nie doświadczyli… Na Niemców nie narzekam, raczej doceniam klasę, z którą wcześniej wygrywali, a teraz przyznają, że trafili na lepszych od siebie. No i mam poczucie, że przyszłość przed nimi… Za dwa lata Euro, za cztery kolejny mundial i na obu tych turniejach mogą grać niemal w tym samym składzie, co dziś.

  10. Awatar ~alasz
    ~alasz

    Cóz za piekny dzień dziś mamy. Barcelona klub ubóstwiany przez media stawiany na piedestale pokazywany jako wzór do naśladowania, właśnie wzioł kredyt aby móc zapłacić zaległe pensje!!! Kredyt aby zachować krótkoterminową!! ciągłość finansową. Uefa zarzuca angielskim kluba zadłuzenia, klubom takim jak Arsenal z kredytem za budowe stadionu, ale posiadającym kapitał w formie terenu nad osiedlem highbury, chelsea z długiem u wujka Romka czy MU które zostało kupione za kredyt, przez wiele lat jak i obecnie najbardziej rentowny klub świata. Te kluby sa w pełni wypłacalne. Hiszpanie nie zalegaja z pensjami. Kiedy to ostatnio słyszałem? Portsmouth. Nie mam złudzę co do bankructwa (chciałbym oczywiście), to nie nastąpi, jednakże fifa i uefa mogły by skoncentrowac sie na klubach które maja faktycnzy problem czyli hiszpańskie. To w la liga jest kosmiczny podział pieniedzy z praw transmisyjnych a nie w angli to tam kluba sa niewypłacalne i tam sa protesty.http://www.sport.pl/pilka/1,65082,8107429,Primera_Division__Nowy_prezes_Barcelony_ujawnia_klopoty.htmlhttp://www.sport.pl/pilka/1,65082,8113298,FC_Barcelona_nie_zaplacila_pensji_za_czerwiec.html

    1. Awatar ~erictheking87
      ~erictheking87

      heh… alasz ;D jeszcze troche i pomysle, ze jestes wiekszym antykibicem barcy niz supporterem man united.ciekawa informacja jest, ze moyes puscil dannego goslinga z klubu jako free transfer. http://www.skysports.com/story/0,19528,11661_6251799,00.html a przeciez to calkiem utalentowany gracz. dziwny ruch evertonu, zaprawde dziwny.co do samych mistrzostw, to final bedzie w zasadzie dobrym podsumowaniem – zwyciezca jest wyrachowany futbol.moznaby rzec – jakie mistrzostwa taki final.

  11. Awatar ~alasz
    ~alasz

    Przepraszam za double posta, ale swoja radością musze sie jeszcze podzielić 😀 Jesli (a wszystko daży ku temu) wejdzie w życie zmiana przepisów co do kasy z praw telewizyjnych, to barcelona iReal które dostają teraz ok. 110 mln euro z tego tytulu, to przypadnie imok. 25 mln. Brdzie trzeba sprzedać cos wiecej niz Czychrynski. Brawo Szachtar, interes dekady 30 mln euro „pograł” sobie rok i wraca za 15. Najlepsze jednak jest co innego, podatki, kończy sie zabawa z 20% dla obcokrajowców przez 6 lat od czasu podjecia pracy, teraz będzie tak jak w angli-50%. Czy mi sie wydaje czy ronaldo bedzie chciał wyrównania kwoty netto? Gdy patrzyłem na ranking najlepiej zarabiających graczy siwata widać tam było barcelone i real. Na przemian. Niemal cała pierwsza 10. Dla porównania najlepiej opłacany gracz MU był na 18 miejscu tego rankingu.

    1. Awatar Michał Okoński
      Michał Okoński

      A Ty, Alasz, powinieneś jednak oddać Hiszpanom, co hiszpańskie po wczorajszym meczu 🙂 Grali znakomicie i – choć często im to zarzucasz – niczego nie udawali.

      1. Awatar ~alasz
        ~alasz

        Z bólem serca przyznaje, zagrali świetny uczciwy mecz. Zasłużenie pokonali Niemców. Żeby mnie do siebie przekonać takie spotkania musza być normą a nie jednorazowym wybrykiem. Szanse maja w finele, chodź samej reprezentacji jak i jej stylu gry nie lubie, to nie zalazła mi tak za skórę jak klub na B.W finale zycze sobie tylko uczciwej gry, przeboleje triumf la roya na których postawiłbm u bukmahera, gdyby nie jeden szkopół. Jestem za holendrami.

    2. Awatar ~Bandzior
      ~Bandzior

      Nieźle jesteś denny ;] Twoja małość jest zatrważająca. Dzień świra widział? Modlitwa z dedykacją dla takich jak Ty.. A Czigri kosztował 25 a nie 30mln. A i tak interes stulecia to zrobił właśnie Man U na Cristiano.

      1. Awatar ~erictheking87
        ~erictheking87

        a tu akurat musze sie zgodzic. 80mln Ł to byl deal swietny, chociaz sam musisz przyznac, ze ronaldo splaca sie zarowno na boisku jak i poza nim. z drugiej strony pomysl jaki interes dopiero ubil milan. za miernego kake wycisnal 65mln E, a ten absolutnie nic nie pokazal w przeciagu dwoch ostatnich sezonow zarowno w milanie jak i w madrycie.zreszta jesli chodzi o fatalnie przeplacone transfery to zawsze do glowy mi przychodzi betis i denilson. to byla wtopa dopiero…

        1. Awatar ~Bandzior
          ~Bandzior

          Spłaca się na boisku i się nie spłaca. Bo goli owszem-nastrzelał dużo, ale jak dla mnie znów potwierdził, że strzela słabiakom. Barcelonie-co było najważniejsze chyba w sezonie i to pomimo okazji-nie strzelił. W LM nastrzelał w fazie grupowej, Lyonowi niby też strzelił ale drużyny nie był w stanie pociągnąć. Natomiast United radzą sobie bez niego co najmniej bardzo dobrze. Racja, że Milan z Kaki wycisnął co tylko mógł. Wydaje się, że na poziom z sezonu 06/07 nie wróci już nigdy.

  12. Awatar ~alasz
    ~alasz

    Poczatek sezonu bez Owena Hargreavesa… Przyznam szczerze ze włąsnie straciłem wiare, wrócił, juz był na boisku, myslałem ze zacznie sezon z druzyna a teraz czytam „niewiadomo kiedy wróci”…http://mufc.pl/aktualnosci/14917/trwa-dramat-owena-hargreavesa/ na poprawe humoru…http://img.interia.pl/sport/nimg/d/v/Brazylijscy_paparazzi_sie_4375992.jpg

  13. Awatar ~piotrekk
    ~piotrekk

    Był to bardzo czysty mecz, obawiam się , że finał już taki nie będzie , pierwszy faul jak zauważył Szpakowski był w 27 minucie spotkania . Posiadanie piłki było 51% do 49% dla Hiszpanów . Chociaż Niemcy posiadali ją głównie na własnej połowie lub bliżej środka, pod polem karnym Hiszpanów było gorzej . Khedira rzeczywiście zasługuje na pochwałę , dużo biegający i czysto grający pomocnik nie przypominam sobie jakiegoś ostrego faulu w jego wykonaniu.Ach gdyby Toni Kroos strzelił po wrzutce Podolskiego mogło by być całkiem inaczej.

  14. Awatar ~Spokojnie
    ~Spokojnie

    Ta wielka euforia wokół gry Hiszpanów i stawianie tez, jakoby był to najlepszy mecz mundialu zaczyna utwierdzać mnie w przekonaniu, że ja chyba inny mecz oglądałam w środę wieczorem. Jak dla mnie, Hiszpania zagrała po prostu swoje (nie wiadomo czemu dopiero teraz, a nie od początku mundialu, może to faktycznie ten Torres…), na takim poziomie, jakiego od tych graczy można było oczekiwać. Piłkarze hiszpańscy oczywiście pokazali dużo dobrej techniki, realizowali założenia taktyczne, można było cieszyć oko ich wymianą krótkich podań, ale czy ten mecz to było naprawdę takie wielkie widowisko? Pierwsza połowa była taka sobie, początek dosyć nudny, bo obie drużyny grały na wyczekiwanie (widać było po Niemcach, że to ich strategia na ten mecz), w miarę upływu czasu Hiszpania zaczęła się rozkręcać, bo się okazało, że Niemcy jej na to pozwalają, ale szczerze mówiąc, to z tej pierwszej połowy niewiele pozostało do zapamiętania, poza tym, że Niemcy chyba są chyba nieco zdziwieni, a Hiszpania „odzyskała rytm gry”, jak to się mówi (wiem, wiem, komunał piłkarski, czytałam ten artykuł w „Tygodniku” ;)). Druga połowa była lepsza, bo Hiszpanie zaczęli jeszcze wyraźniej dominować i przeprowadzać coraz ciekawsze akcje ofensywne, chociaż w statystykach posiadania piłki tego widać nie było (lekcja dla polskich piłkarzy, którzy usiłują od jakiegoś czasu „grać piłką” – nie liczy się samo posiadanie, ale także i sposób tego posiadania), to dało się to obiektywnie ocenić i musi to przyznać nawet człowiek, którego nie do końca przekonuje gra na wymianę stu podań podczas jednej akcji i wjechanie tymi podaniami z piłką do bramki (czyli ja). Ale robienie z gry Hiszpanów w tym meczu czegoś nadzwyczajnego, intergalaktycznego i absolutnego ideału, to spora przesada. To jest chyba trochę tak, że po Niemcach, pogromcach boskiego Diego, wszyscy spodziewali się dużo więcej, a gdy się okazało, że nie za bardzo mają czym się przeciwstawić po prostu dobrze (nie nadzwyczajnie, tylko dobrze) grającym Hiszpanom, to do głosu doszli fani drużyny hiszpańskiej i Barcelony, prześcigając się w wymyślaniu peanów na cześć zwycięskiej drużyny. Niemcy chyba niestety (też się dziwię, że wstawiam tutaj to słowo) też wrócili do starych, dobrych czasów i nikt mi nie wmówi, że to tylko i wyłącznie wynik tego, na ile pozwolili im Hiszpanie. Nie wykazali jakiejś większej determinacji w grze, od początku wyraźnie nastawiając się na kontry i dostosowanie do tego, co zrobi Hiszpania. Jasne, poukładana (i w końcu na swoim poziomie) Hiszpania, to nie Argentyna, gdzie nikt nie wiedział, co ma robić na boisku, ale i Niemcy nie próbowali okazywać większego zdecydowania w konstruowaniu akcji ofensywnych, które do tej pory tak zadziwiało na tych mistrzostwach (Niemcy w zdecydowanej ofensywie – ciężko się było w ogóle przyzwyczaić do tej myśli). Gdy rozpoczynali kontry podaniem do bramkarza, to widać było, że nici z szybkich akcji typu Podolski-Klose. Nie zgadzam się więc, że fakt, iż Hiszpania jest w finale, jest tylko i wyłącznie zasługą ich „cudownej” gry, bo jest on także wynikiem zmiany u Niemców – może stawka dla tych młodych chłopaków okazała się za wysoka? Może presja zbyt duża, a brak Muellera zbyt widoczny? Coś się u nich zacięło, dlatego, moim zdaniem, ten mecz nie był tak dobry, jaki mógłby być, gdyby Niemcy zagrali inaczej. Zaznaczam, że sam tu wynik nie ma nic do rzeczy, mnie nie przeszkadza fakt, iż Hiszpania wygrała, a po golu Puyola biłam brawo wraz ze wszystkimi fanatykami Hiszpanii, licznie zgromadzonymi wokół mnie i był to szczery wyraz gratulacji, bo Hiszpanie zwyczajnie na tego gola zasłużyli. Swoją drogą, trochę to swoisty paradoks, że tak grająca Hiszpania strzeliła w tym meczu jedynego gola ze stałego fragmentu gry, a jego autorem był obrońca. Pewnie „sprawiedliwiej” byłoby, gdyby jednak gol padł po tych kilkudziesięciu podaniach, a jego zdobywcą był na przykład Villla (już nie będę pisać, że Torres, po podaniu Pedro, na które się nie doczekał, bo pewnie chłopakowi nieźle po tym głowę zmyli).

    1. Awatar ~piotrekk
      ~piotrekk

      Awans Hiszpanii jest po części wynikiem zmiany gry u Niemców ? Nie sądzę .Może nie chcesz przyjąć do wiadomości , ale po prostu tak się gra jak przeciwnik pozwala ( stary komunał ) . Argentyńczycy pozwalali na kontry i je mieli a Hiszpanie nie , w fazie grupowej Niemcy mogli prezentować szybki atak i atak pozycyjny a z Hiszpanią niestety nie. Kluczem do sukcesu w tym meczu był środek pola Hiszpanów , Klose odcięty od prostopadłych podań , Podolski ogólnie od podań , Ozil miał przeciw sobie Xaviego Alonso i Busquetsa . Niemcy posiadali piłkę głównie na własnej połowie po przekroczeniu linii spotykali się z pressingiem Hiszpanów. Wyszli na ten mecz świadomi stawki i klasy rywala , mieli swój plan i próbowali go realizować niestety bez skutku . Nie pozwalali Hiszpanom wypracować czystych sytuacji po tych kilkudziesięciu podaniach i czekali na jedną sytuację ,może taką jaką miał Kroos . W jaki sposób mieli jeszcze wykazać swoją determinację – zachować się jak jeździec bez głowy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *