Człowiek poświęca parę dni na pracę i od razu lista tematów zaczyna go przytłaczać. Choćby rzekome forowanie Manchesteru United przez władze angielskiej piłki (patrz: zarzuty Rafy Beniteza): jak się ma do tego wiadomość o przesunięciu meczu z Evertonem z poniedziałku na sobotę? Dwunastu (!) w momencie ogłoszenia tej decyzji kontuzjowanych piłkarzy MU traci dwa dni rehabilitacji.
To otwiera inny temat. Albo nawet trzy tematy. Pierwszy: przyszłość Robbiego Keane’a w Liverpoolu. Napastnik, który pół roku temu kosztował 20 milionów funtów, w meczu derbowym z weekendu nie zmieścił się nawet na ławce rezerwowych, a Benitez powiedział, że chciałby móc mieć do dyspozycji dziewiętnastu piłkarzy, ale niestety mógł zgłosić tylko osiemnastu. Trudno powiedzieć jaśniej „temu panu już dziękujemy”: być dziewiętnastym, skoro osiemnastym jest David Ngog… Niech mnie jakiś kibic Liverpoolu przekona, że Francuz jest lepszy niż Irlandczyk. Albo niech wytłumaczy strategię z wczorajszego meczu z Wigan, w którym Keane wszedł na boisko dopiero gdy gospodarze zdobyli wyrównującą bramkę, w dodatku zmieniając… Stevena Gerrarda. Jeszcze niedawno mówiło się o szansach Liverpoolu na mistrzostwo – dziś w tabeli przeskoczył ich nie tylko MU, ale także Chelsea. A Rafa Benitez sprawia wrażenie zagubionego.
Drugi temat to oczywiście Everton i jego mistrzowska gra defensywna. Wiem, że to mniej efektowne niż rozważania transferowe (wrócimy zresztą do nich), ale Davidowi Moyesowi komplementy należą się nieustannie. Drugi raz w ciągu ostatnich tygodni nie przegrać z Liverpoolem na jego boisku, a potem nie dać się Arsenalowi na swoim, grając w dodatku – podkreślmy to jeszcze raz – bez napastników… Lescott i Jagielka, zwłaszcza po meczu pucharowym, oglądanym przez Fabio Capello, powinni doczekać się powołania do kadry (co piszę wbrew sobie, bo życzę go Woodgate’owi i Dawsonowi), podobnie jak Leighton Baines. Pomysł z ustawieniem Phila Neville’a w roli defensywnego pomocnika, Tony’ego Hibberta na prawej obronie i stworzenia Cahillowi nieograniczonej swobody z przodu, omawia na swoim blogu Phil McNulty. Australijczyk strzelił wczoraj setnego gola w karierze, a w weekend stał się jedynym obok Dixiego Deana piłkarzem Evertonu, który strzelił trzy gole w derbach na Anfield. Ale Dixie zrobił to przed wojną…
Trzeci temat – i może najważniejszy: długość ławki rezerwowych. Powiedział ktoś, że w ubiegłym sezonie Chelsea straciła mistrzostwo Anglii przede wszystkim z powodu długiej nieobecności Terry’ego i Cecha, którzy – jak widać – okazali się nie do zastąpienia. Cóż w takim razie powiedzieć o United? Na początku sezonu bez Ronaldo, potem m.in. bez Rio Ferdinanda i Rooneya (lista kontuzjowanych jest, jak wspomniałem, dłuższa), a przecież wciąż wygrywa i wciąż nie traci bramek. Pamiętam, jak Rafał Stec wróżył, że wyjazd na klubowe mistrzostwa świata zaszkodzi drużynie. Na razie ta wróżba się nie spełnia (choć można się zastanawiać, czy plaga kontuzji nie jest także efektem podróży do Japonii); wygląda nawet na to, że w kluczowym punkcie sezonu, kiedy inni zdają się tracić rozpęd, piłkarze MU dochodzą do szczytu formy. W każdym razie ani Berbatow, ani Ronaldo nie grali dotąd tak dobrze, nie mówiąc o mniej rzucających się w oczy Vidiciu czy Parku (przy okazji polecam użyteczny link: ligowa tabela ułożona według kontuzji).
Ze sprawą kontuzji wiąże się temat czwarty: okienko transferowe, źródło frustracji, cierpień i generalnie niezdrowych emocji każdego z nas, a kibiców Manchesteru City w szczególności. Tak jak przy zamykaniu letniego okienka, czyli już tradycyjnie, zapraszam na poniedziałkowe popołudnie, na rozmowę. Okienko zamyka się o osiemnastej naszego czasu – nie wierzę, że nie będziecie czuwać do końca, czekając na wiadomości, kto jeszcze przyszedł lub odszedł, i że nie będziecie chcieli o tym podyskutować.
PS Jest jeszcze temat piąty: kupowanie klubu przez fanów. Poświęciłem tej sprawie jeden z wczesnych wpisów, zaglądam też na stronę kupimyklub.pl. Członkowie angielskiego pierwowzoru tejże zdecydowali właśnie o wydaniu 25 tysięcy funtów na 21-letniego obrońcę Brentford Dariusa Charlesa. Po wrześniowej sprzedaży Johna Akinde do Bristol to kolejna decyzja podejmowana wspólnie przez wirtualnych właścicieli. Jak widać, można. Tylko czy ma to sens?
Skomentuj ~czelsi Anuluj pisanie odpowiedzi