Spokojnie, to tylko jeden mecz. W dodatku mecz, podczas którego – wbrew temu, co sugeruje wynik 0:3 dla gości – piłkarze West Bromwich wiele razy z łatwością przedostali się przez środek Manchesteru City. I podczas którego obrona MC bynajmniej nie sprawiała wrażenia solidnej (ten Mangala, źle się ustawiający i dający się przeskakiwać Lambertowi; ten kompletnie nieasekurujący jej, zbyt często przekraczający przepisy Fernardinho – żółtą kartkę dostał, łobuz, dopiero po czwartym faulu). Poprzedni sezon, o ile pamiętam, też zaczynali imponująco, od wygranych z Newcastle i Liverpoolem, a skończyli podwójnie rozczarowani – niepowodzeniem w Champions League i oddaniem mistrzostwa Chelsea. Żadne z zastrzeżeń na ich temat nie znika, ale skoro już to wszystko powiedziałem, to mogę się wreszcie pozachwycać.
O Yayi Toure – że znów wygląda, jakby był należycie przygotowany do sezonu i jakby znów mu się chciało grać dla tego klubu – napiszą pewnie inni. Podobnie jak o szybkości Raheema Sterlinga, który doprawdy zgrzeszył, nie wykorzystując fantastycznego podania z głębi pola w pierwszej połowie, pozwalającego mu znaleźć się sam na sam z bramkarzem. I o Kolarovie, którego wejść lewą stroną było tyle, co równoległych zejść do środka wspomnianego Sterlinga. O Davidzie Silvie oczywiście napiszą również, ale mam nadzieję, że przebiję ich w intensywności westchnień.
Od czego zacząć? Może od elegancji przyjęcia piłki, powodującej, że nie odskakiwała nawet o milimetr? Od tanecznych półobrotów, zawsze w stronę bramki rywala, zawsze w poszukiwaniu decydującego dogrania? Od niedającej się opisać umiejętności wynajdywania wolnej przestrzeni między liniami solidnie zorganizowanej zwykle drużyny Tony’ego Pulisa? Od dziesiątków krótkich podań, pyk, pyk, pyk, powodujących, że obrońcy WBA nie mogli przestać biegać nawet na moment? Od tych kilku podań na dłuższy dystans, odgrywanych niemal od niechcenia, zewnętrzną częścią stopy, czasem w ogóle bez patrzenia w stronę, gdzie za moment znajdowała się piłka, a co ważniejsze: również zawodnik, do którego była adresowana? Od zagrań z klepki, w polu karnym rywala i w tłumie piłkarzy, powodujących, że akcja nabierała oszałamiającego tempa? Od rzutu rożnego, po którym Kompany strzelił trzecią bramkę dla City, a Squawka poinformowała natychmiast, że żaden inny piłkarz Premier League w ciągu ostatnich czterech sezonów nie miał tylu asyst, co on? Od akcji poprzedzającej tego gola, podczas której mimo asysty tylu rywali zdołał doprowadzić piłkę do narożnika? A może od Claudio Yacoba, którego Tony Pulis wprowadził po przerwie, by indywidualnie opiekował się Hiszpanem, a który potrafił jedynie kopać go po kostkach w poczuciu własnej bezsilności? Od wprost erotycznych skojarzeń, jakie wywołuje we mnie sposób poruszania się Silvy po boisku, w którym każdy ruch wydaje się świadomie spowolniony i zminimalizowany tylko po to, by zintensyfikować doznania? „Jak niezdecydowana fala”, stało w pewnej głośnej piosence Serge’a Gainsbourga.
Owszem, mógłbym teraz osłabiać to ostatnie zdanie, zarzucając was statystykami: dryblingów, podań, wykreowanych szans itd. Szczerze mówiąc, w tej sytuacji nie wydaje mi się to możliwe. Patrząc na czyste piękno, nie próbuję go poznawać za pomocą liczb, na przykład pytając o obwód w talii – po prostu przestaję mówić i zachwycam się w milczeniu.
Skomentuj KrólJulian Anuluj pisanie odpowiedzi