Wszyscy mówią „Owen, Owen”, a ja myślę „Berbatow”. To znaczy cieszę się oczywiście, że piłkarz, po którym pół roku temu ujeżdżano jak po łysej kobyle, strzelił we środę trzy bramki, a media, zresztą w zgodzie ze swoją zdumiewającą logiką, płynnie przeniosły akcenty z ośmieszania na uwielbianie. Nawet jeśli szanse wyjazdu napastnika MU na mundial nadal pozostają znikome (choć ma potężne lobby, taki Henry Winter np. niemal w każdym tekście czy wpisie na twitterze powtarza swoje ceterum censeo), to ja się cieszę zwyczajnie dlatego, że na formie Owena korzystają nie tylko kibice Czerwonych Diabłów, ale wszyscy fani angielskiej piłki. W końcu Owen pozostaje jednym z jej symboli…
Myślę „Berbatow”, bo kilkanaście miesięcy od jego transferu z Tottenhamu (przypomnijmy: za ponad 30 milionów funtów!) to wystarczająco wiele, żeby wyciągnąć wnioski. I tak jak nie chciałem robić tego wcześniej, tak teraz mam poczucie, że mogę: powiedzieć, że jego transfer nie wyszedł na dobre ani Tottenhamowi (chyba że finansowo…), ani Manchesterowi (zwłaszcza finansowo…), ani samemu Bułgarowi wreszcie. Owszem, w ubiegłym sezonie miał kilka naprawdę udanych meczów, nie strzelał wprawdzie tyle, co w Tottenhamie, ale równie często jak w Tottenhamie asystował. Owszem, wciąż imponował techniką, przyjęciem piłki, jej przetrzymaniem, niebanalnym odegraniem – tyle że za każdym razem były to raczej pojedyncze błyski niż reguła. Dziś, mimo odejścia Teveza i Ronaldo, myślimy o Berbatowie jako o piłkarzu rezerwowym, a kilka razy natknąłem się już na spekulacje, że Alex Ferguson ma go dość i przymierza się do transferu Edina Dzeko.

Fot. PAP/Onet.pl
Za duża presja? Czy tak jak świetny w mniejszych klubach Darren Bent nie odnalazł się na White Hart Lane, tak świetny na White Hart Lane Berbatow nie odnalazł się na Old Trafford? W wywiadzie udzielonym przed kilkoma miesiącami, wspominał poprzedni sezon (zakończony przykro – tylko na ławce w finale Ligi Mistrzów) jako nieudany. Mówił, że nie sypiał po nocach, rozważając, że w konkretnej sytuacji powinien zachować się inaczej, że nie strzelał wystarczająco dużo goli, że miał poczucie, że zawiódł… Ta wypowiedź zaprzecza jego pozie człowieka zdystansowanego czy wręcz niezainteresowanego, będącego głową ponad wszystkimi innymi biegającymi po tym samym boisku piłkarzami – ale na tę pozę akurat nie warto się nabierać. Statystyki pokazują np., że Berbatow biega równie dużo i szybko jak pozostali.
Bułgarowi nie pomaga preferowane ostatnio przez Fergusona ustawienie – 4-3-3 (lub 4-5-1), z Waynem Rooneyem jako jedynym wysuniętym napastnikiem. Z drugiej strony można powiedzieć, że w systemie 4-4-2 przez te 16 miesięcy miał wystarczająco wiele okazji, żeby przekonać do siebie menedżera. Przyznam, że nie pojmuję, dlaczego Bułgar, którego współpraca z Robbiem Keanem była wręcz telepatyczna, nie potrafi nawiązać podobnej z Rooneyem. I Irlandczyk, i Anglik potrafią ciężko pracować dla zespołu, wracać się po piłkę, szukać gry w drugiej linii, odgrywać, ale zarazem gubić obrońcę i pokazywać się partnerowi – wydawałoby się, że stworzony do gry kombinacyjnej Berbatow powinien mieć w Manchesterze miękkie lądowanie. A jednak nie.
Myślę „Berbatow” dlatego, że po hat-tricku Owena jego pozycja w klubie zrobiła się jeszcze trudniejsza. Ale także dlatego, że również Keane’owi pozbawionemu partnerstwa z Bułgarem idzie zdecydowanie gorzej. Z dzisiejszej perspektywy, kiedy Jermain Defoe jest najlepszym strzelcem ligi, wydaje się to niewiarygodne, ale blisko dwa lata temu Anglik odchodził do Portsmouth, bo w Tottenhamie musiał grać ogony przy rewelacyjnym duecie Berbatow-Keane. Dziś w swoich klubach ogony grywają Keane i Berbatow. I po to wam to było, chłopaki?
Skomentuj ~Lukas Anuluj pisanie odpowiedzi