„Łatwo uczyć bronienia” – burczał Brendan Rodgers po niedawnej porażce z Chelsea. „Naprawdę, Brendan?” – chciałoby się zapytać po wczorajszym meczu z Crystal Palace, w którym jego piłkarze wypuścili trzybramkowe prowadzenie. Albo właściwie po całym sezonie, w którym podobnych przypadków nagromadziłoby się całkiem sporo. Nawet rozgrywany w czasie wielkanocnym mecz z Norwich, choć ostatecznie zakończony zwycięstwem, do końca trzymał w niepewności, podobnie jak np. spotkanie z Cardiff. Liverpool nieustannie uciekał do przodu dzięki fenomenalnej grze kwartetu ofensywnego, ale kiedy co jakiś czas oglądał się za siebie, widział upiory defensywy. 99 goli strzelonych to fenomenalne osiągnięcie, ale 49 straconych? Nawet piętnaste w tabeli Hull potrafiło bronić się lepiej. I można, owszem, mówić, że na tym polega trenerska filozofia i że to ona czyni tę drużynę tak atrakcyjną do oglądania, ale na końcu okazuje się, że to przez nią drużyna nie zostaje mistrzem Anglii. Posłuchajcie Jamiego Carraghera, gorzko wyrzekającego wczoraj wieczorem na brak lidera gry obronnej i przypominającego, że para Sakho-Skrtel tylko w jednym meczu sezonu zdołała nie dopuścić do utraty bramki.
Okoliczności były rzecz jasna nadzwyczajne: po strzeleniu trzeciej bramki Luis Suarez nawet nie cieszył się zanadto, tylko od razu popędził w kierunku piłkarzy Crystal Palace, by odebrać im futbolówkę i przyspieszyć rozpoczęcie gry od środka: jedyne, co mieli wówczas na myśli goście, to zmniejszająca się różnica bramek w stosunku do MC. To był amok, pościg, to było płynące z trybun „attack, attack, attack” kibiców – w sumie nic dziwnego, że aż tak się odsłonili. Pytanie tylko, czy ich trener nie powinien był zareagować przy stanie 2:3, wprowadzić na boisko Aggera czy Kolo Toure zamiast Mosesa, i spróbować coś uszczelnić? Pierwszy gol po rykoszecie, ok. Drugi z kontry, rozumiem. Ale ten trzeci, z przerażającym katalogiem błędów całej obrony? Przy bierności ławki trenerskiej, znajdującej się najwyraźniej na tej samej emocjonalnej huśtawce, co piłkarze? Mistrzostwo Anglii po czymś takim? Raczy pan żartować, drogi panie…
Zapomnieliśmy w trakcie tego fantastycznego sezonu, że Brendan Rodgers jest wciąż jeszcze młodym trenerem. Jak na swój wiek, nauczył się już bardzo wiele – i można być pewnym, że będzie uczył się dalej. Ale kiedy mówimy o wieku: trudno nie rozumieć łez Luisa Suareza. 31 bramek, nie licząc asyst, dwa tytuły Piłkarza Roku, z pewnością najlepszy futbol, jaki grał w życiu – w jakimś sensie wszystko idzie na marne, skoro upragnione mistrzostwo kraju właśnie się wymyka. Rok z życia piłkarza to bardzo dużo, drugiego takiego Urugwajczyk mieć już nie będzie. A najsmutniejsze jest pewnie to, że kolejna taka okazja, przy wszystkich spodziewanych zbrojeniach rywali i przy tym, że podobnie jak oni Liverpool będzie teraz walczył również na europejskim froncie, nie powtórzy się również jego starszym kolegom, zwłaszcza Gerrardowi.
Akapit o najbardziej zwariowanym sezonie Premier League już sobie daruję. Crystal Palace grało przecież o pietruszkę. Ciekawe, co zrobi jutro Aston Villa.
Dodaj komentarz