Dlaczego Anglia była na mundialu tak zła, jak dobra jest w eliminacjach Mistrzostw Europy? Czy wystarczy odpowiedź Fabio Capello, że teraz jego piłkarze są wypoczęci, a wtedy byli przemęczeni? Czy równie łatwo poradziliby sobie z drużynami, które grają trójką środkowych pomocników? I co będą o włoskim trenerze pisać dziennikarze, którzy jeszcze kilka dni temu domagali się jego głowy? A o Rooneyu? Czy po wczorajszym golu tabloidy dadzą mu choć parę dni spokoju? Wszystkie te kwestie są oczywiście niezmiernie zajmujące, ale mnie ciekawi jeszcze jedna: błyskawiczny rozwój kariery reprezentacyjnej Adama Johnsona.
Był taki czas, kiedy Tottenham szukał lewoskrzydłowego i prowadził zaawansowane negocjacje z Middlesbrough na temat transferu Stewarta Downinga. Mogło się wtedy skończyć na Adamie Johnsonie, grającym w angielskiej młodzieżówce i będącym zmiennikiem powoływanego do dorosłej reprezentacji Downinga. Żaden z transferów nie wypalił, rozwiązaniem problemów Tottenhamu okazali się Modrić i Bale, ale ja przywykłem do monitorowania (tfu, co za słowo…) postępów młodego Anglika. Uważnie przyglądał mu się też Capello, zaglądający na Riverside Stadium nawet na mecze Championship i wymieniający go wśród przyszłych gwiazd drużyny narodowej na równi z Wilsherem, Gibbsem, Huddlestonem, Hartem czy Rodwellem – poza tym ostatnim wszyscy debiutowali już w reprezentacji. Naturalnie lewonożny, przyzwyczajony do grania również na prawym skrzydle i za napastnikami, szybki był zawsze. Zawsze też dużo biegał, umiał dryblować, strzelać z dystansu i co ważne: wykonywać stałe fragmenty gry, ale po transferze do Manchesteru City nabrał jeszcze taktycznej ogłady i pewności siebie podczas konfrontacji z najlepszymi obrońcami Premier League.
Niezwykłe, w jak szybkim tempie się to dokonało: jeszcze w grudniu toczył pojedynki z jakimiś pierwszoligowymi zabijakami, kilka miesięcy później był już o włos od wyjazdu na mundial, teraz w ciągu czterech dni zdobył dwa gole w reprezentacji, a w następnym meczu eliminacyjnym – w związku z dwoma żółtymi kartkami Milnera z Bułgarią i Szwajcarią – wyjdzie pewnie w pierwszym składzie. O swoją reprezentacyjną przyszłość martwić się muszą już nie tylko Downing, Joe Cole czy Ashley Young, ale także Aaron Lennon (choć największym przegranym po meczach z Bułgarią i Szwajcarią i tak może być Frank Lampard…).
A może tak naprawdę to tempo wcale nie było szybkie? Szczęście 23-letniego wszak Adama Johnsona polega na tym, że w jego przypadku wszystko odbywa się we właściwym czasie (pisaliście zresztą o tym w dyskusji pod poprzednim wpisem, zestawiając go np. z Wilsherem i Cleverleyem). Zamiast jako nastolatek trafić na ławkę wielkiego klubu, ogrywał się w Championship. Zamiast, jak Theo Walcott, przedwcześnie jechać na mistrzostwa świata, żeby potem stać się obiektem ironicznych komentarzy, solidnie odpoczął przez wakacje. Że wyjazd byłby przedwczesny, przekonywała opinia Capello po towarzyskim meczu z Meksykiem: Johnson wyznał Włochowi, że ciężko mu było złapać oddech, co ten skomentował zdaniem, że nie jest łatwo grać na Wembley w drużynie narodowej: koszulka jest wtedy bardzo ciężka… Dziś wygląda na to, że ciężar koszulki poważnie zmalał.
Skomentuj ~Tomas_h Anuluj pisanie odpowiedzi