Nie obyło się bez obciachu, co odnotowuję z satysfakcją, bo Anglia w wydaniu imperialnym bywa doprawdy nieznośna. Gładko przebyte eliminacje do mistrzostw świata pozwoliły dziennikarzom z Wysp głośno mówić o zwycięstwie w turnieju, nawet jeśli po drodze Hiszpania i Brazylia udowodniły w meczach towarzyskich, jakie jest właściwe miejsce Anglii w szeregu. Trener również mógł imponować: zawodników trzymał krótko, trudne decyzje podejmował błyskawicznie (choćby tę o pozbawieniu opaski kapitańskiej Terry’ego), jasno formułował kryteria, którymi będzie się kierował przy konstruowaniu kadry (zdrowie zawodników przede wszystkim i żadnych powołań za zasługi) i – co w końcu najważniejsze – wiedział, co robi podczas poszczególnych meczów. Wydawało się, że wszystko przebiega planowo; że w drugim tygodniu maja będziemy dyskutować wyłącznie o tym, czy piłkarz X powinien być w liczbie dwudziestu trzech szczęśliwców, którzy polecą do RPA, czy powinien się zadowolić miejscem w trzydziestce, a może w ogóle powinno go zabraknąć na ogłoszonej wczoraj liście, bo przecież w drugiej połowie sezonu Y był zdecydowanie lepszy.
A jednak nie. Fabio Capello z powodów komercyjnych zaangażował się w projekt „Capello Index” – portalu internetowego, który analizowałby i oceniał grę poszczególnych piłkarzy. Nawet jeśliby Włoch nie robił tego osobiście, wyglądałoby to niedobrze: już dwie godziny po meczu cały świat dowiaduje się, że trener reprezentacji bierze odpowiedzialność za wystawienie, powiedzmy, Rooneyowi noty 7, Hartowi noty 9, ale za to Gerrardowi jedynie noty 5. Jak coś takiego mogłoby wpłynąć na morale drużyny i gdzie tu logika: Capello, który domagał się od piłkarzy absolutnej koncentracji i karał np. za używanie telefonów komórkowych podczas wspólnych posiłków, samemu miałby pozwalać sobie na dekoncentrację i wspieranie biznesowego przedsięwzięcia? Jeszcze za mało mu płacimy – grzmiały oburzone media na kilka godzin przed ogłoszeniem szerokiej kadry na mundial?
Ostatecznie zwyciężył zdrowy rozsądek – Capello Index zacznie działać dopiero po mistrzostwach świata (na razie pod jej adresem w internecie mamy wersję beta), a my możemy się skupić na rozmawianiu o powołaniach do kadry – choć pytanie, czy autorytet Włocha ucierpiał w ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin, wydaje się pytaniem retorycznym.
Zwłaszcza że ze składu ogłoszonego przez Football Association wynika, iż Capello zrezygnował z gromko deklarowanych wcześniej pryncypiów i w trzydziestce, z którą zamierza pracować w ciągu najbliższych tygodni, umieścił kilku piłkarzy mających poważne kłopoty ze zdrowiem, w tym jednego, który w ciągu tego czasu prawdopodobnie nie zdoła się wyleczyć (mowa o Barrym, ale także o Kingu czy Ferdinandzie), a w ostatniej chwili – w związku z kontuzją pomocnika MC właśnie, ale też dramatycznym spadkiem formy Michaela Carricka – usiłował namówić na wyprawę do RPA Paula Scholesa, który zrezygnował z gry reprezentacji, bagatela, 6 lat temu. I jeszcze na powrót z emerytury zdecydował się Jamie Carragher, mający wśród angielskich fanów tyleż zwolenników (za wielkie serce), co przeciwników (za nieco mniejsze umiejętności; przed czterema laty, po kontuzji Gary’ego Neville’a, nie sprawdził się i jako prawy obrońca musiał grać Owen Hargreaves).
Co powiedziawszy dodam jednak, że sama trzydziestka wydaje mi się niezbyt kontrowersyjna – w tym sensie prawdziwe emocje zaczną się, gdy przyjdzie czas zawężenia kadry do liczby 23. Owszem, można się zastanawiać, czy wśród bramkarzy nie znalazłoby się miejsce dla Paula Robinsona, albo czy wśród lewych obrońców Paul Konchesky nie jest co najmniej równie dobry jak Warnock czy Baines. Utalentowanych skrzydłowych Capello ma nadmiar – tak rozumiem decyzję o pominięciu Ashleya Younga czy Stewarta Downinga, zwłaszcza że z dotychczasowych sprawdzianów można wnosić, iż miejsce na lewej pomocy otrzyma Steven Gerrard (zresztą Adam Johnson i Aaron Lennon potrafią grać również jako lewoskrzydłowi, no i nie zapominajmy o Milnerze). Nazwiska Zamory nie wymieniam, bo Capello rozmawiał z nim i napastnik Fulham sam odrzucił propozycję włączenia do szerokiej kadry, by zaraz po dzisiejszym finale Ligi Europejskiej pójść na operację ścięgna Achillesa, ale może na powołanie zasługiwali inni napastnicy, Carlton Cole czy Gabriel Agbonglahor, kosztem np. lubianego przez Capello Emila Heskeya? Nawet jeżeli, to przecież nie są to pominięcia na miarę Nasriego czy Benzemy albo Cambiasso i Zanettiego. Jedynym powołanym na kredyt wydaje mi się Joe Cole.
Mnie oczywiście cieszy, że znalazło się miejsce zarówno dla duetu King-Dawson, jak dla Toma Huddlestone’a i Scotta Parkera. Wiem, trzy tygodnie to mnóstwo czasu: niejeden z piłkarzy może stracić, a niejeden odzyskać formę, ale gdyby mistrzostwa świata miały się rozpoczynać jutro, na miejscu Capello również i ja nie zawahałbym się przed wystawieniem młodego pomocnika Tottenhamu w pierwszym składzie, w miejsce kontuzjowanego Garetha Barry’ego, a obok Franka Lamparda (podobnie jak nie zawahałbym się przed wystawieniem w środku obrony Kinga). Bliska jest mi też idea, z oczywistych powodów lansowana przez zaprzyjaźnionego z Stevenem Gerrardem Henry’ego Wintera, ustawienia pomocnika Liverpoolu za Rooneyem, i wtedy skonstruowania linii pomocy w składzie: Milner, Huddlestone, Lampard, Lennon.
W drugiej linii możliwości manewru wyglądają stosunkowo najlepiej. Słabe punkty tej reprezentacji to obsada bramki (kto z powołanej trójki jest właściwie numerem jeden: od będącego w najlepszej formie Harta Capello wyraźnie woli Greena…), brak klasowego zmiennika dla lewego obrońcy i prawy obrońca lepiej sprawdzający się w ofensywie niż w trzymaniu linii, a także nierówna forma żelaznej dotąd dwójki stoperów.
Kto odpadnie 1 czerwca? Wiele będzie zależało od tego, czy szansę w sparingach wykorzysta Johnson i czy wyleczy się Barry. Na mundialu jednak potrzebne jest doświadczenie, stąd np. Joe Cole wydaje się bezpieczniejszym wyborem niż skrzydłowy MC. Z obrońców z pewnością nie pojedzie ktoś z duetu Baines-Warnock (Warnock?), a także, jak bardzo bym tego nie żałował, Michael Dawson. Z pomocników w Anglii zostaną Wright-Philips, Parker i Johnson, z napastników Bent. Kto będzie siódmym pechowcem? Nie wierzę w ozdrowienie Barry’ego…
Skomentuj ~erictheking87 Anuluj pisanie odpowiedzi