No i teraz nasz spór pozostanie nierozstrzygnięty. Ci, którzy uważali, że Avram Grant był nieudacznikiem, zatrudnionym w Chelsea na skutek kaprysu Romana Abramowicza, a wszystko, co było dobre w ciągu minionych ośmiu miesięcy jest albo zasługą drugiego trenera Henka Ten Cate, albo piłkarzy, którzy byli w stanie zwyciężać pomimo niekompetencji szkoleniowca – wciąż będą mogli mówić swoje. Ci, którzy – jak niżej podpisany – mieliby ochotę bronić jego fachowości, nie dostaną już więcej argumentów. Statystyki rozjaśnią niewiele: pod wodzą Mourinho Chelsea wygrała 85 ze 120 meczów ligowych (71 proc.), za czasów Izraelczyka – 22 z 32 (69 proc.), czyli różnice są minimalne. Grant nie będzie miał okazji przygotować po swojemu zespołu do rozgrywek (objął Chelsea już w trakcie sezonu), ani kupić piłkarzy, których uznałby za pasujących do jego koncepcji. Owszem, możemy powtarzać, że wygrał kilka ważnych meczów (i to z największymi rywalami: Arsenalem, Liverpoolem i MU), że zniwelował stratę z fatalnego początku sezonu Mourinho i że dotarł do finału Ligi Mistrzów, co Portugalczykowi z Chelsea się nie udało, ale to nie wystarczy, by kogokolwiek przekonać. Ostatecznie przecież jego drużyna przegrywała wszystko na ostatniej prostej – i w finale Pucharu Ligi, i w Premiership, i w minioną środę w Moskwie.
Napisałem „jego drużyna”? Dziwne, bo kiedy Chelsea pod wodzą Granta grała dobrze, nieraz słyszałem, że to zespół ułożony przez Mourinho. Wszystko stawało się jasne dopiero kiedy przegrywała – oto, mówiono, jak „Pan Nikt” rujnuje pracę poprzednika. Nie było to bardzo sprawiedliwe, ale w tym świecie próżno posługiwać się pojęciem sprawiedliwości. Właściwie w ciemno mogę przewidzieć, że teraz kilku zawodników (zwłaszcza tych, co za jego rządów mniej grali) udzieli wywiadów, w których będzie go krytykować. Z drugiej strony niejeden krytyczny dotąd dziennikarz, zniesmaczony stylem, w jakim rzecz się odbyła, znajdzie w epizodzie Granta z londyńską drużyną niezauważane wcześniej pozytywy.
Jak widać dzisiejszy wieczór jest jednym z tych, w których mam dość futbolu. Niby się tego spodziewałem, niby sam to zapowiadałem, zanim jeszcze Chelsea straciła szansę na mistrzostwo Anglii, a słupek pozbawił jej zwycięstwa w Lidze Mistrzów – a przecież mi żal. Czytam kompletnie pozbawioną klasy wypowiedź Jose Mourinho i myślę, że w tym biznesie coraz mniej jest ludzi, których słucha się z przyjemnością. Co będzie, kiedy sir Alex Ferguson przejdzie na emeryturę? Szkot, który pamięta, ile lat musiał czekać na pierwsze sukcesy z MU, mówił przed finałem Ligi Mistrzów, że gdyby w pierwszym sezonie pracy jakikolwiek inny menadżer osiągnął tyle co Grant, większość klubów zaoferowałaby mu dziesięcioletni kontrakt. Chelsea nie dała mu nawet dziesięciu miesięcy.
PS. A oto, co myśli o sprawie Rafał Stec. Dziękuję mu za bardzo miłe postscriptum. Oczywiście nie uważam Fergusona za arbitra elegancji, w tej kwestii jednak pokazał wielką klasę – zwłaszcza, że było to jeszcze przed meczem w Moskwie i po nie do końca przyjemnych wypowiedziach z przeciwnego obozu.
Skomentuj ~The Shed Anuluj pisanie odpowiedzi