Jeśli czytacie „Dziennik”, to już wiecie: odsunięcie od kadry Boruca, Majewskiego i Dudki jest tak naprawdę kolejnym, choć znacznie mniej zręcznym niż poprzednie, zabiegiem socjotechnicznym Leo Beenhakkera. Cezary Kowalski nie przebiera w słowach, jak na dziennikarza sportowego przystało: „Nikt nie mówi już o serii h a n i e b n y c h [podkr. moje] meczów w wykonaniu jego drużyny i kolejnej klęsce na Ukrainie”. Właściwie w jego dzisiejszym komentarzu, zatytułowanym „Boruc ofiarny”, brakuje tylko sugestii, że to Holender przez podstawione osoby upił swoich podopiecznych, żeby zrzucić z siebie odpowiedzialność. Nawet fakt, że dawniej pili wszyscy, a obecnie tylko trzech, jest argumentem przeciwko trenerowi: przecież dawne pijaństwa były „symbolem jedności i w pewnym sensie tworzenia prawdziwej drużyny”.
Szef działu sport „Dziennika” ubolewa, że Beenhakker nie potrafi się dogadać z piłkarzami i że nagłaśnia sprawę wbrew żelaznej zasadzie o praniu brudów we własnym gronie. Ciekawe, jak wyobraża sobie zawieszenie reprezentantów bez poinformowania o tym mediów… A może uważa, że problemem jest sama kara, zaś Beenhakker po wykryciu sprawy powinien po prostu zapakować Boruca i pozostałych do łóżek? Tylko jak po czymś takim wyglądałby autorytet trenera?
Są w tej sprawie argumenty zatrącające o kwestię profesjonalizmu: zawodnicy są zobowiązani kontraktami do określonego sposobu zachowania, np. do – czy ktoś zwrócił na to uwagę? – odwiedzin domu dziecka kilka godzin po nocnej libacji. Są kwestie natury (już widzę uśmiech politowania Cezarego Kowalskiego) zdrowotnej – picie alkoholu szkodzi, zwłaszcza bramkarzowi. Są względy natury (kolejny uśmiech politowania) wychowawczej: „To wciąż fantastyczni faceci, którzy bardzo pomogli i mnie, i drużynie, ale to także idole nastolatków” – mówił na wczorajszej konferencji prasowej Leo Beenhakker. Są wreszcie sprawy dotyczące relacji reprezentacja-kluby. „Ja też byłem trenerem klubowym i wiem, co to znaczy dostać zawodnika po zgrupowaniu reprezentacji, który nie nadaje się do gry w lidze” – to znów cytat z konferencji Holendra.
Jestem, jak wiadomo, kibicem piłki angielskiej. Lista ekscesów z udziałem tamtejszych piłkarzy jest długa, ale jeszcze dłuższa – zwłaszcza w ostatnich latach – stała się liczba obostrzeń nakładanych na nich przez kluby i reprezentacje. Żeby nie mówić już o alkoholu (za jego nadużywanie ukarano Boruca również w Glasgow), wymagania dotyczą diety, dopuszczalnych rozrywek, używania komórek w pomieszczeniach klubowych i podczas treningów… A żeby wyjść poza Anglię: Michał Szadkowski słusznie przypomina, jak Slaven Bilić wyrzucił z reprezentacji Chorwacji Ilicia, Srnę i Bałabana, którzy przed trzema laty zabalowali przed meczem z Rosją. Jedna z gazet napisała potem, że drużyna, która tak świetnie wypadła podczas Euro 2008, nie narodziła się w czasie wygranych meczów z Anglikami, ale właśnie w momencie wyrzucenia z niej trzech nietykalnych wcześniej gwiazdorów.
Leo Beenhakker ma rację, kiedy mówi, że w tej sprawie przegrani są wszyscy. Co będzie np., jeśli Boruc, Dudka i Majewski dostaną powołania na mecz z Czechami po tym, jak ze Słowenią i San Marino nie zdobędziemy sześciu punktów? Czy Cezary Kowalski nie odtrąbi wtedy kolejnej porażki Holendra i, co jeszcze ważniejsze, czy tak samo nie uznają zawieszeni piłkarze? Zgoda, że Beenhakker nie ma łatwego zadania. Tyle że to nie on sam je sobie utrudnił.
I jeszcze jedno: podobno w Kijowie piłkarze pili z dziennikarzami. Nie wiem, czy to prawda i o dziennikarzy jakich mediów chodzi. Ale ciekawe, czy jeśli tak, oni również zostali zawieszeni przez swoje redakcje.
PS Nie podaję linku do komentarza Kowalskiego, bo nie ma go na stronie „Dziennika”. Cytaty pracowicie przepisałem.
Skomentuj ~darwiat Anuluj pisanie odpowiedzi