To jest hipoteza mocno robocza i nie całkiem przemyślana, ale w końcu od czego ma się bloga, jak nie od stawiania hipotez roboczych i nie całkiem przemyślanych. Głosi ona mianowicie wyczerpywanie się hegemonii ligi angielskiej w piłkarskiej Europie.
Dowody? Nie tylko odpadnięcie Liverpoolu w fazie grupowej, Chelsea w jednej ósmej, a Arsenalu w ćwierćfinale Ligi Mistrzów (wcale nie jest powiedziane, że w ślady Kanonierów nie pójdą dziś Czerwone Diabły…), chociaż w ostatnich latach przywykliśmy do intensywniejszej obecności angielskich zespołów w najlepszej ósemce i najlepszej czwórce Champions League. Także stopniowe wypłukiwanie z Wysp najlepszych piłkarzy. Wszystko jedno: z powodów podatkowych, emocjonalnych czy sportowych, w tym sezonie Premier League straciła Ronaldo i Xabiego Alonso, wcześniej osłabiło ją m.in. odejście Henry’ego, za kilka miesięcy wyjadą zapewne Fabregas i Mascherano. Najlepszy piłkarz świata ani myśli ruszać się z Barcelony, oferty z Anglii odrzucali Kaka, Ribery, Benzema czy David Villa, nie grają tu Iniesta, Xavi, Ibrahimović czy Eto’o, a miejscowe gwiazdy – jak Lampard, Ferdinand, Terry, Cole czy Essien – stopniowo się starzeją, mają kłopoty ze zdrowiem lub z aferami w życiu osobistym. Wspaniały wyjątek Rooneya, obawiam się, wiosny nie czyni, podobnie jak szalone zakupy szejków z Manchesteru City (Robinho, zresztą, furory nie zrobił i już się spakował)…
Angielskim zespołom brakuje także kolejnego zastrzyku myśli szkoleniowej: wyjechali Mourinho i Hiddink, sir Alex jest coraz bliżej emerytury, Arsene Wenger i Rafa Benitez wyraźnie dochodzą do kresu możliwości swoich obecnych drużyn, a Roberto Mancini to jednak nie ta skala. Co znajduje, oczywiście, przełożenie na boisku – nie tylko w szokującej dysproporcji, jaka ujawniła się zwłaszcza w pierwszej połowie meczu Arsenalu z Barceloną na Emirates, ale również podczas ubiegłorocznego finału Ligi Mistrzów w Rzymie. W samej lidze, owszem, emocji nie brakuje, a finisz zapowiada się pasjonująco, ale – to kolejna hipoteza mocno robocza, potrafiłbym jednak jej bronić – czy również nie dlatego, że sztuka gry obronnej znajduje się w odwrocie? Przewodząca w tabeli Chelsea tracąca bramki ze stałych fragmentów gry… świat stracił swój porządek.
I argument z innego porządku: pieniądze. Mało który klub jest zarządzany równie wzorowo jak Tottenham pod rządami prezesa Levy’ego. Jeden już upadł, kilka – w tym teoretycznie największe – ma długi, u wielu byłby poważny problem z wcieleniem w życie przygotowywanych przez UEFA zasad finansowego fair play. Kibice tracą cierpliwość, szykujący się do kampanii wyborczej rząd kombinuje, jak tu zwiększyć ich wpływ na kluby…
No dobra. Mocno wierzę, że znajdziecie wystarczająco dużo kontrargumentów, by uśmierzyć mój niepokój. Oczywiście nie od rzeczy byłoby również, gdyby Manchester United bez Wayne’a Rooneya w wyjściowej jedenastce odprawił dziś z kwitkiem Bayern…
Dodaj komentarz