Gdyby żył, właśnie dziś skończyłby 70 lat. Przed miesiącem minęła pierwsza rocznica jego śmierci. Kilkanaście dni temu nakładem Wydawnictwa Literackiego ukazała się jego autobiografia (dodajmy: świetnie przełożona, co na rynku literatury sportowej w naszym kraju wciąż zasługuje na wzmiankę). A jutro w nowym numerze „Tygodnika Powszechnego” znajdziecie mój spory tekst o nim, z zawadiacką w gruncie rzeczy tezą, że w historii futbolu był najlepszy.
https://www.youtube.com/watch?v=CrJgXU1jxbo
Powodów, żebyśmy wspominali Johana Cruyffa jest więc cała masa. A żebyśmy wspominali go jak najgodniej, pozwalam sobie podrzucić link do filmu dokumentalnego znakomitego skądinąd holenderskiego reżysera Ramona Gielinga (miłośnikom Bacha trzeba koniecznie polecić „Erbarme dich. Matthaus Passion Stories”), któremu kilkunastu mieszkańców Barcelony opowiedziało o swoich wspomnieniach związanych z jego wielkim rodakiem, i zaproponować wzięcie udziału w konkursie: troje spośród Was, jeśli odpowie prawidłowo na pytanie, jak się nazywał śpiewak operowy, którego Cruyff sprowadził do Ajaksu, żeby uczyć piłkarzy technik oddychania, otrzyma od Wydawnictwa Literackiego egzemplarze tejże autobiografii.
Na prawidłowe odpowiedzi czekam tradycyjnie pod adresem futboljestokrutny@gmail.com. Termin ich nadsyłania upływa z pierwszym gwizdkiem weekendowego meczu Tottenham-Arsenal.
Dodaj komentarz