Krótko i możliwie bez przymiotników, bo temat delikatny. Alan Pardew, dawny menedżer West Hamu i Charltonu, był w niedzielę gościem Match of the Day, gdzie pokazywano fragmenty meczów Aston Villa-Tottenham i Chelsea-Manchester City. Jedną z akcji, podczas której Michael Essien odebrał piłkę Chedowi Evansowi, opisał następująco: „Evans to silny chłopak, ale Essien go staranował, a właściwie zgwałcił”. Miał to być komplement dla pomocnika Chelsea.
Wkrótce po zakończeniu programu do BBC zaczęły napływać skargi (złożyło je co najmniej 35 widzów), a przedstawiciele kilku instytucji zajmujących się ofiarami przemocy seksualnej publicznie skrytykowali wypowiedź Pardew. On sam przeprosił, BBC zapewniła zaś, że siedzący z nim w studiu Adrien Chiles i Alan Hansen nie zareagowali tylko dlatego, że zamiast słowa rapes (zgwałcić), usłyszeli rakes (zagrabić) – w co skądinąd trudno uwierzyć.
Sprawa jest z jednej strony oczywista, z drugiej – skomplikowana. Oczywista, bo – jak mówi Lee Eggleston, przedstawicielka organizacji Rape Crisis England and Wales – używanie takiego języka trywializuje i banalizuje potworne zjawisko. Nie chciałbym tego wątku rozwijać, żeby samemu nie popaść w banały. O traumie związanej z gwałtem – traumie zarówno osoby zgwałconej, jak jej bliskich – w sposób niezrównany pisze John Maxwell Coetzee w „Hańbie”.
Ale sprawa jest skomplikowana, bo słowa Alana Pardew można widzieć jako przykład doprowadzonej do skrajności kultury macho, od zawsze dominującej w świecie piłki nożnej. Znam inne przypadki, np. seksistowską wypowiedź menedżera Luton Mike’a Newella na temat pomyłki kobiety-sędziego liniowego. Futbol to także agresja – kontrolowana, ograniczana przepisami, ale jednak agresja. Sam przed trzema dniami wychwalałem drugą linię Tottenhamu, bo wreszcie odpowiada wślizgiem na wślizg i przechwytem na przechwyt. Również Essiena cenimy za odbiór piłki, nieraz odbywający się na pograniczu gry faul. Twardziele są w cenie.
Co jednak najważniejsze: Alan Pardew – którego przygoda z BBC najprawdopodobniej się skończyła – nie jest jedynym, który używa podobnych sformułowań. Z rozmów redakcyjnych pamiętam np. frazę, że kogoś zgwałciliśmy do napisania tekstu. Kieruję więc ten wpis przede wszystkim do siebie. Myślę, że nie muszę otwierać wielkiej debaty na temat politycznej poprawności, żeby sobie powiedzieć, że powinienem bardziej uważać na to, co piszę i mówię.
Dodaj komentarz